- Kategorie:
- Archiwalne wyprawy.5
- Drawieński Park Narodowy.29
- Francja.9
- Holandia 2014.6
- Karkonosze 2008.4
- Kresy wschodnie 2008.10
- Mazury na rowerze teściowej.19
- Mazury-Suwalszczyzna 2014.4
- Mecklemburgische Seenplatte.12
- Po Polsce.54
- Rekordy Misiacza (pow. 200 km).13
- Rowery Europy.15
- Rugia 2011.15
- Rugia od 2010....31
- Spreewald (Kraina Ogórka).4
- Szczecin i okolice.1382
- Szczecińskie Rajdy BS i RS.212
- U przyjaciół ....46
- Wypadziki do Niemiec.323
- Wyprawa na spływ tratwami 2008.4
- Wyprawa Oder-Neisse Radweg 2012.7
- Wyprawy na Wyspę Uznam.12
- Z Basią....230
- Z cyborgami z TC TEAM :))).34
Ze Szczecina do Madrytu. Sporty zimowe…
Niedziela, 19 grudnia 2010 | dodano: 19.12.2010Kategoria Szczecin i okolice
Kolejny dzień uprawiałem sporty zimowe. Mówiąc sporty zimowe mam na myśli jazdę rowerem.
Kiedy jechałem po śniegu wśród drzew, ludzie patrzący na mnie mieli jakieś dziwne miny, np. takie :o lub takie ;) …
Ciekawe czemu, czyżby rower nie pasował do scenerii??
Tradycyjnie skierowałem się skrótem przez Cmentarz Centralny. Zatrzymałem się, by zrobić kilka zdjęć, w tym zabytkowego wiatraka.

Drzewa były pięknie oszronione i ośnieżone…

Chyba za dużo tych zdjęć natrzaskałem, ale trudno się było powstrzymać.


Urząd Miejski w Szczecinie bardzo stara się o rowerzystów, nawet w plenerze pełno jest stojaków na rowery.

Następnie pojechałem ścieżką rowerową wzdłuż ul. Derdowskiego (ta była odśnieżona), a potem wzdłuż ul. Taczaka (tam śnieg był jedynie zgarnięty i ubity, jechało się jak po bruku).
Całkiem przyzwoicie jechało się skrótem przy poligonie, natomiast ścieżka przy al. Wojska Polskiego była jedynie wspomnieniem. Musiałem zjechać na ulicę i tak dotarłem w końcu do jeziora Głębokiego, czego nie mogłem dokonać od wielu dni.
Brnąc rowerem w śniegu i na mrozie wyobrażam sobie, jaki to ze mnie dzielny Misiacz…dopóki nie zobaczę takich gości! :)))
Dupa, nie twardziel z Misiacza. Rowerem po śniegu mogą jeździć wszyscy, ale coś takiego?

Po jeziorku jakoś nie miałem chęci jeździć, więc ruszyłem w kierunku swojej ulubionej ścieżki przez Las Arkoński.

Ścieżka jest naprawdę malownicza…

Po pewnym czasie mróz zmienił nieco mój wygląd, jedynie kask się nie zmienił (a może były to raczej zmaterializowane myśli przechodniów na temat kogoś, kto w grudniu uskutecznia takiego rodzaju sporty zimowe).

Na Pomorzany wróciłem potem tą samą trasą. Dodam, że wynaleziony wczoraj przeze mnie rowerowy termosik znakomicie trzymał ciepło.
Jadąc ul. Białowieską spostrzegłem gościa, który na mój widok wyjął aparat i cyknął mi fotkę.
Zatrzymałem się, bowiem okazało się, że jest to Rammzes z Bikestats.
W płaszczyku i w cywilu trudno było go poznać! :)
Pogadaliśmy chwilę, a potem ruszyłem dalej.
Przejeżdżając koło pętli na Pomorzanach zauważyłem, że w punkcie sprzedaży choinek są bardzo ładne świerczki.
No musiałem, musiałem zrobić to co zrobiłem w tamtym roku. Kupiłem drzewko i zabawiłem się w Wietnamczyka…a raczej w wietnamski transport. Znów ludzie mieli jakieś dziwne miny…Wietnamczyka nie widzieli na rowerze? ;)))

P.S. Teraz wyjaśnienie tytułu wpisu „Ze Szczecina do Madrytu”. Otóż dzisiaj przekroczyłem dystans Szczecin-Madryt-Szczecin plus jeszcze trochę, krótko mówiąc – dziś cyknęło mi 5.000 km przejechanych na rowerze w tym roku.
Można teraz śmiało i spokojnie zapaść w misiaczowy zimowy sen! ;)
Żartowałem, cykloza mi na to nie pozwoli…
Temperatura:-8.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Kiedy jechałem po śniegu wśród drzew, ludzie patrzący na mnie mieli jakieś dziwne miny, np. takie :o lub takie ;) …
Ciekawe czemu, czyżby rower nie pasował do scenerii??
Tradycyjnie skierowałem się skrótem przez Cmentarz Centralny. Zatrzymałem się, by zrobić kilka zdjęć, w tym zabytkowego wiatraka.

Zabytkowy wiatrak przy Cmentarzu Centralnym.© Misiacz
Drzewa były pięknie oszronione i ośnieżone…

Chyba za dużo tych zdjęć natrzaskałem, ale trudno się było powstrzymać.


Urząd Miejski w Szczecinie bardzo stara się o rowerzystów, nawet w plenerze pełno jest stojaków na rowery.

Następnie pojechałem ścieżką rowerową wzdłuż ul. Derdowskiego (ta była odśnieżona), a potem wzdłuż ul. Taczaka (tam śnieg był jedynie zgarnięty i ubity, jechało się jak po bruku).
Całkiem przyzwoicie jechało się skrótem przy poligonie, natomiast ścieżka przy al. Wojska Polskiego była jedynie wspomnieniem. Musiałem zjechać na ulicę i tak dotarłem w końcu do jeziora Głębokiego, czego nie mogłem dokonać od wielu dni.
Brnąc rowerem w śniegu i na mrozie wyobrażam sobie, jaki to ze mnie dzielny Misiacz…dopóki nie zobaczę takich gości! :)))
Dupa, nie twardziel z Misiacza. Rowerem po śniegu mogą jeździć wszyscy, ale coś takiego?

Po jeziorku jakoś nie miałem chęci jeździć, więc ruszyłem w kierunku swojej ulubionej ścieżki przez Las Arkoński.

Ścieżka jest naprawdę malownicza…

Po pewnym czasie mróz zmienił nieco mój wygląd, jedynie kask się nie zmienił (a może były to raczej zmaterializowane myśli przechodniów na temat kogoś, kto w grudniu uskutecznia takiego rodzaju sporty zimowe).

Na Pomorzany wróciłem potem tą samą trasą. Dodam, że wynaleziony wczoraj przeze mnie rowerowy termosik znakomicie trzymał ciepło.
Jadąc ul. Białowieską spostrzegłem gościa, który na mój widok wyjął aparat i cyknął mi fotkę.
Zatrzymałem się, bowiem okazało się, że jest to Rammzes z Bikestats.
W płaszczyku i w cywilu trudno było go poznać! :)
Pogadaliśmy chwilę, a potem ruszyłem dalej.
Przejeżdżając koło pętli na Pomorzanach zauważyłem, że w punkcie sprzedaży choinek są bardzo ładne świerczki.
No musiałem, musiałem zrobić to co zrobiłem w tamtym roku. Kupiłem drzewko i zabawiłem się w Wietnamczyka…a raczej w wietnamski transport. Znów ludzie mieli jakieś dziwne miny…Wietnamczyka nie widzieli na rowerze? ;)))

P.S. Teraz wyjaśnienie tytułu wpisu „Ze Szczecina do Madrytu”. Otóż dzisiaj przekroczyłem dystans Szczecin-Madryt-Szczecin plus jeszcze trochę, krótko mówiąc – dziś cyknęło mi 5.000 km przejechanych na rowerze w tym roku.
Można teraz śmiało i spokojnie zapaść w misiaczowy zimowy sen! ;)
Żartowałem, cykloza mi na to nie pozwoli…
Rower:Koza
Dane wycieczki:
24.54 km (20.00 km teren), czas: 01:29 h, avg:16.54 km/h,
prędkość maks: 27.00 km/hTemperatura:-8.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przepis na termos zimowego rowerzysty + dokręcanie do 5 k.
Sobota, 18 grudnia 2010 | dodano: 18.12.2010Kategoria Szczecin i okolice
Nim wybrałem się na dokręcanie kilometrów do 5.000 (nadal nieco brakuje), wymyśliłem sobie termos zimowego rowerzysty.
Przepis na termosik jest następujący:
1. Kupujemy napój Powerade (posłuży za butelkę główną) oraz herbatkę Nestea (dostarczy płaskiej zakrętki do butelki po Powerade). Nie kupujemy, jeśli mamy już takie butelki w domu.
2. W supermarkecie kupujemy na dziale niemowlęcym styropianowy pojemnik, w którym mamusie trzymają dla dzieciaków buteleczki z mleczkiem. Kupujemy oczywiście najtańszy, po co nam firmowy. Ja zapłaciłem 10 zł.
3. Do mojego pojemnika buteleczka po Powerade była nieco za szeroka. Jest na to sposób - ostrożnie wlewamy na dno wrzątku i rozprowadzamy po ściankach. Buteleczka jest termokurczliwa i idealnie zmniejsza obwód.
4. Robimy ciepły napój i wkładamy do styropianu. Co do nakrętki - ja potrzebowałem płaskiej z Nestea, bo ta od Powerade (z dzióbkiem) nie mieściła się w "ocieplaczu".
5. Jedziemy na wycieczkę w mrozie i godzinami cieszymy się gorącym napojem.
Konstrukcja wygląda tak:

Z pojemniczkiem w plecaku pojechałem pracować nad zaspokojeniem mojej ambicji.
Ambicja ta polega na tym, że brakuje mi jakichś 20-30 km, żeby w tym roku osiągnąć łączny przejechany dystans 5.000 km.
No głupio jakoś tak zakończyć sezon na np. 4.998 km. :)))
Ponieważ warunki są kosmicznie trudne, dotelepałem się na Cmentarz Centralny, gdzie jest cicho, spokojnie, a alejki ładnie ubite.
Tam też zrobiłem kilka kółeczek i wróciłem.
Napój był cały czas gorący ...

Jeszcze tylko 18 km... :)))
Temperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przepis na termosik jest następujący:
1. Kupujemy napój Powerade (posłuży za butelkę główną) oraz herbatkę Nestea (dostarczy płaskiej zakrętki do butelki po Powerade). Nie kupujemy, jeśli mamy już takie butelki w domu.
2. W supermarkecie kupujemy na dziale niemowlęcym styropianowy pojemnik, w którym mamusie trzymają dla dzieciaków buteleczki z mleczkiem. Kupujemy oczywiście najtańszy, po co nam firmowy. Ja zapłaciłem 10 zł.
3. Do mojego pojemnika buteleczka po Powerade była nieco za szeroka. Jest na to sposób - ostrożnie wlewamy na dno wrzątku i rozprowadzamy po ściankach. Buteleczka jest termokurczliwa i idealnie zmniejsza obwód.
4. Robimy ciepły napój i wkładamy do styropianu. Co do nakrętki - ja potrzebowałem płaskiej z Nestea, bo ta od Powerade (z dzióbkiem) nie mieściła się w "ocieplaczu".
5. Jedziemy na wycieczkę w mrozie i godzinami cieszymy się gorącym napojem.
Konstrukcja wygląda tak:

Termos zimowego rowerzysty.© Misiacz
Z pojemniczkiem w plecaku pojechałem pracować nad zaspokojeniem mojej ambicji.
Ambicja ta polega na tym, że brakuje mi jakichś 20-30 km, żeby w tym roku osiągnąć łączny przejechany dystans 5.000 km.
No głupio jakoś tak zakończyć sezon na np. 4.998 km. :)))
Ponieważ warunki są kosmicznie trudne, dotelepałem się na Cmentarz Centralny, gdzie jest cicho, spokojnie, a alejki ładnie ubite.
Tam też zrobiłem kilka kółeczek i wróciłem.
Napój był cały czas gorący ...

Aleja...© Misiacz
Jeszcze tylko 18 km... :)))
Rower:Koza
Dane wycieczki:
8.65 km (7.00 km teren), czas: 00:39 h, avg:13.31 km/h,
prędkość maks: 25.00 km/hTemperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Mikołaje na rowerkach - Masa Krytyczna w Szczecinie...
Piątek, 17 grudnia 2010 | dodano: 17.12.2010Kategoria Szczecin i okolice, Z cyborgami z TC TEAM :)))
Dzisiejsza szczecińska Masa Krytyczna była mikołajkowa.
Oczywiście pojechałem na nią na "Kozie", która wzbudziła zainteresowanie kilku osób, w tym reportera Polskiego Radia Szczecin.
Widocznie ten wehikuł ma coś w sobie!
W każdym razie po śniegu - dzięki wąskim oponkom - idzie jak burza!
Obowiązywał strój Mikołaja lub przynajmniej czapeczka. ;)
Mikołaje ubrani na "full-wypas" mieli też torby z cukierkami, które rozdawali dzieciom.
W międzyczasie Paweł "Sargath" i ja zdążyliśmy udzielić krótkiego wywiadu Polskiemu Radiu Szczecin. Byli też fotoreporterzy, ktoś kręcił filmik kamerką.
Ze względu na żenujący stan ulic (zaśnieżone) policja nie zgodziła się na oficjalny przejazd Masy ulicami.
Zamiast tego pojechaliśmy ścieżkami (hehe) rowerowymi pod Urząd Miejski i na Jasne Błonia.

Sargath, Misiacz, Jurek i ...Mikołaj. :)

Jurek :)))

Misiacz :)))

Trochę Mikołajów było...

Mikołaj Krzyśka...

Podejrzani osobnicy i Jurek.

Przed Urzędem Miejskim...

Zaparkowaliśmy w "specjalnie" do tego celu przygotowanych pryzmach śniegu - ekologiczne, wiosną same znikają. :)))

Wracając z Jarkiem "Gadem" wywinęliśmy "orła" na ul. Bolesława Śmiałego...znaczy ja wywinąłem dwa, Jarek jednego. Wynik 2:1 dla mnie.
Zwycięstwo czuję do teraz w lewym boczku i w prawym piszczelu. :)
W "Kozie" wygiął się błotnik, ale naprawiłem go butem "z kopa" - to naprawdę bardzo praktyczny rowerek! :)
Temperatura:-4.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Oczywiście pojechałem na nią na "Kozie", która wzbudziła zainteresowanie kilku osób, w tym reportera Polskiego Radia Szczecin.
Widocznie ten wehikuł ma coś w sobie!
W każdym razie po śniegu - dzięki wąskim oponkom - idzie jak burza!
Obowiązywał strój Mikołaja lub przynajmniej czapeczka. ;)
Mikołaje ubrani na "full-wypas" mieli też torby z cukierkami, które rozdawali dzieciom.
W międzyczasie Paweł "Sargath" i ja zdążyliśmy udzielić krótkiego wywiadu Polskiemu Radiu Szczecin. Byli też fotoreporterzy, ktoś kręcił filmik kamerką.
Ze względu na żenujący stan ulic (zaśnieżone) policja nie zgodziła się na oficjalny przejazd Masy ulicami.
Zamiast tego pojechaliśmy ścieżkami (hehe) rowerowymi pod Urząd Miejski i na Jasne Błonia.
Sargath, Misiacz, Jurek i ...Mikołaj. :)
Jurek :)))
Misiacz :)))
Trochę Mikołajów było...
Mikołaj Krzyśka...
Podejrzani osobnicy i Jurek.
Przed Urzędem Miejskim...
Zaparkowaliśmy w "specjalnie" do tego celu przygotowanych pryzmach śniegu - ekologiczne, wiosną same znikają. :)))
Wracając z Jarkiem "Gadem" wywinęliśmy "orła" na ul. Bolesława Śmiałego...znaczy ja wywinąłem dwa, Jarek jednego. Wynik 2:1 dla mnie.
Zwycięstwo czuję do teraz w lewym boczku i w prawym piszczelu. :)
W "Kozie" wygiął się błotnik, ale naprawiłem go butem "z kopa" - to naprawdę bardzo praktyczny rowerek! :)
Rower:Koza
Dane wycieczki:
15.04 km (10.00 km teren), czas: 01:00 h, avg:15.04 km/h,
prędkość maks: 29.00 km/hTemperatura:-4.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Koza w śniegu...
Środa, 15 grudnia 2010 | dodano: 15.12.2010Kategoria Szczecin i okolice
Kolejna próba dojechania do Głębokiego…Na Kozie oczywiście!
Zanim ruszyłem, skorzystałem z dostępnego obecnie w całym Szczecinie ekologicznego systemu stojaków do parkowania rowerów. ;)
Koza zachowywała się tu bardzo poprawnie.

Tym razem unikałem jazdy bocznymi ulicami, ponieważ śnieg był za głęboki i nie dało się w ogóle jechać.
Pozostała błotnista solanka, w której przez ul. Milczańską dojechałem do Cmentarza Centralnego.
Obecnie jest to chyba najlepsze miejsce do poruszania się rowerem, ponieważ alejki są odśnieżone, to co zostało jest ubite i posypane piachem.
No i ten spokój, rzekłbym wieczny…
Nie ma ludzi (powiedzmy), nie ma ruchu…
Drzewa pięknie pokryte są śniegiem.

Potem jednak wyjechałem na Derdowskiego, ale ku mojemu zaskoczeniu ścieżka rowerowa była pięknie odśnieżona. Na Taczaka nieco gorzej…ale dało się jakoś jechać.

Wyprawa …taaaa…wyprawa zimowa tym razem zakończona została na skrzyżowaniu Taczaka i Łukasińskiego. Dalej zarówno chodnik jak i ścieżka znajdowały się pod warstwą śnieżnego puchu, a dalsza jazda w fontannach słonego błotka po ulicy mnie nie bawiła, więc zawróciłem i tą samą drogą wróciłem do domu, zahaczając po drodze o Lidla, gdzie zrobiłem całkiem pokaźne zakupy.
Temperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Zanim ruszyłem, skorzystałem z dostępnego obecnie w całym Szczecinie ekologicznego systemu stojaków do parkowania rowerów. ;)
Koza zachowywała się tu bardzo poprawnie.

Tym razem unikałem jazdy bocznymi ulicami, ponieważ śnieg był za głęboki i nie dało się w ogóle jechać.
Pozostała błotnista solanka, w której przez ul. Milczańską dojechałem do Cmentarza Centralnego.
Obecnie jest to chyba najlepsze miejsce do poruszania się rowerem, ponieważ alejki są odśnieżone, to co zostało jest ubite i posypane piachem.
No i ten spokój, rzekłbym wieczny…
Nie ma ludzi (powiedzmy), nie ma ruchu…
Drzewa pięknie pokryte są śniegiem.

Potem jednak wyjechałem na Derdowskiego, ale ku mojemu zaskoczeniu ścieżka rowerowa była pięknie odśnieżona. Na Taczaka nieco gorzej…ale dało się jakoś jechać.

Wyprawa …taaaa…wyprawa zimowa tym razem zakończona została na skrzyżowaniu Taczaka i Łukasińskiego. Dalej zarówno chodnik jak i ścieżka znajdowały się pod warstwą śnieżnego puchu, a dalsza jazda w fontannach słonego błotka po ulicy mnie nie bawiła, więc zawróciłem i tą samą drogą wróciłem do domu, zahaczając po drodze o Lidla, gdzie zrobiłem całkiem pokaźne zakupy.
Rower:Koza
Dane wycieczki:
15.88 km (7.00 km teren), czas: 00:58 h, avg:16.43 km/h,
prędkość maks: 24.50 km/hTemperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Inspiracje z BS - trenażer to naprawdę pikuś!!! :)))
Środa, 15 grudnia 2010 | dodano: 15.12.2010
Wpisywanie kilometrów z trenażera od biedy można zrozumieć - ma koła, kręci się pedałami. Jakiś rower to jednak jest.
Na coś takiego jednak bym nie wpadł, że można sobie przeliczyć ilość basenów czy marszu na kilometry rowerowe do statystyk - polecam stronkę rowerowego "matematyka" TUTAJ.
Zima jednak inspiruje! :)))
W związku z tym wykombinowałem sobie swoje przeliczniki:
1) Poranne 30 pompek = 2 km do Bikestats jako przejechane na rowerze (budowanie formy).
2) Poranne bara-bara z żonką, 30 minut, pozycja klasyczna
= 10 km do Bikestats jako przejechane na rowerze (wyjątkowe budowanie formy). Ta forma treningu jest jednak dość zmienna i spontaniczna i trudno precyzyjnie określić, ile km robię na żonie! :)))
3) Wyjście po zakupy = 1 km do Bikestats jako przejechany na rowerze (budowanie formy, dostarczanie węglowodanów z bułki wpieprzonej na sucho).
4) Dojście z domu do samochodu = 1 km do Bikestats jako przejechany na rowerze (budowanie formy, relaksacja na miękkim fotelu, masujące wstrząsy na wybojach).
Miałbym już z 12.000 km albo i więcej w statystykach...ale nie mam, bo to Bikestats, a nie "Sexstats", "Walkstats" czy "Shoppingstats"! :)))
Ach...gdybym tylko te przeliczniki stosował! :)))
Oczywiście to żart, nie ścigam się w statystykach, bo nie mam specjalnych szans...chociaż gdybym zagadał z żoną w sprawie dodatkowych treningów, to kto wie? :D:D:D
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Na coś takiego jednak bym nie wpadł, że można sobie przeliczyć ilość basenów czy marszu na kilometry rowerowe do statystyk - polecam stronkę rowerowego "matematyka" TUTAJ.
Zima jednak inspiruje! :)))
W związku z tym wykombinowałem sobie swoje przeliczniki:
1) Poranne 30 pompek = 2 km do Bikestats jako przejechane na rowerze (budowanie formy).
2) Poranne bara-bara z żonką, 30 minut, pozycja klasyczna
= 10 km do Bikestats jako przejechane na rowerze (wyjątkowe budowanie formy). Ta forma treningu jest jednak dość zmienna i spontaniczna i trudno precyzyjnie określić, ile km robię na żonie! :)))3) Wyjście po zakupy = 1 km do Bikestats jako przejechany na rowerze (budowanie formy, dostarczanie węglowodanów z bułki wpieprzonej na sucho).
4) Dojście z domu do samochodu = 1 km do Bikestats jako przejechany na rowerze (budowanie formy, relaksacja na miękkim fotelu, masujące wstrząsy na wybojach).
Miałbym już z 12.000 km albo i więcej w statystykach...ale nie mam, bo to Bikestats, a nie "Sexstats", "Walkstats" czy "Shoppingstats"! :)))
Ach...gdybym tylko te przeliczniki stosował! :)))
Oczywiście to żart, nie ścigam się w statystykach, bo nie mam specjalnych szans...chociaż gdybym zagadał z żoną w sprawie dodatkowych treningów, to kto wie? :D:D:D
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Gdzie "KTM" nie może, tam "Kozę" pośle - jazda seksualna :)
Niedziela, 12 grudnia 2010 | dodano: 12.12.2010Kategoria Szczecin i okolice
Jazda seksualna, bo więcej jest z tym wszystkim w zimie pieprzenia się (ubrać się jak bałwan, zabrać co trzeba i takie tam) niż jazdy. ;)
Pogoda jaka jest - każdy widzi - chlapa, błocko, sól. Wystarczył mi jeden kurs na KTM-ie, a łańcuch i SPD-y pokryły się lekkim rdzawym nalotem, mimo mycia.
Na takie warunki, o dziwo odporna jest stara socjalistyczna koza, dłutem chyba ciosana i młotkiem projektowana.
Dziś założyłem na nią nawet sakwy z KTM-a i przyznam, że w stosunku do turlania się z plecakiem na garbie różnica jest kolosalna.
Tu Koza stoi na mostku przy stawie przy Derdowskiego.

Ten znakomity rower posiada niezawodne blaszane piasty z niezniszczalnymi kulkami w wiankach i tzw. konusami - rozwiązanie techniczne godne Nobla z dziedziny techniki.

Choć nie wygląda, jest to rower dla prawdziwego mężczyzny - dba o to stara polska (chyba) socjalistyczna przerzutka "Joka" - kto ma, wie ile siły trzeba użyć, żeby przerzucić bieg. Wspomagana jest ona przez stare linki i zardzewiałe pancerze, co zapewnia doskonałe ćwiczenie mięśni przedramion przy próbie przerzucenia.
Nie można tu pominąć milczeniem rewelacyjnie skonstruowanego tzw. pięciotrybu, zapewniającego znakomite osiągi.
Rower posiada również stylowe światełko odblaskowe.

Kiedy mówimy o dbałości o formę, absolutnie nie można pominąć doskonałej korby ze stali oraz rewelacyjnie opornej przerzutki przedniej marki "Romet" (wysuwanej w tylko jednej płaszczyźnie) - są to mechanizmy zupełnie nieosiągalne w standardowym współczesnym rowerze.

Kiedy dodamy, że rower ten zapewnia doskonałą ergonomię i pozycję rowerzysty - fachowo tzw. pozycja "małpy na obcęgach" - otrzymujemy dość pełny obraz tego produktu, który z nieczystym sumieniem mógłbym polecić każdemu.
To dzięki tym wszystkim niezaprzeczalnym zaletom oraz znakomitym chińskim oponom udało mi się dziś rozwinąć Vmax = 41 km/h!!! Na prostej!!!
Co do trasy...Koza przetoczyła się z Pomorzan przez Cmentarz Centralny, Derdowskiego, Taczaka, Żyzną, Modrą...i tam zawróciła, by ruszyć w przeciwnym kierunku, z lekkim odbiciem na "Lidla", gdzie znakomicie spisała się jako pojazd dostawczy na zakupy. :)))
Temperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Pogoda jaka jest - każdy widzi - chlapa, błocko, sól. Wystarczył mi jeden kurs na KTM-ie, a łańcuch i SPD-y pokryły się lekkim rdzawym nalotem, mimo mycia.
Na takie warunki, o dziwo odporna jest stara socjalistyczna koza, dłutem chyba ciosana i młotkiem projektowana.
Dziś założyłem na nią nawet sakwy z KTM-a i przyznam, że w stosunku do turlania się z plecakiem na garbie różnica jest kolosalna.
Tu Koza stoi na mostku przy stawie przy Derdowskiego.
Ten znakomity rower posiada niezawodne blaszane piasty z niezniszczalnymi kulkami w wiankach i tzw. konusami - rozwiązanie techniczne godne Nobla z dziedziny techniki.
Choć nie wygląda, jest to rower dla prawdziwego mężczyzny - dba o to stara polska (chyba) socjalistyczna przerzutka "Joka" - kto ma, wie ile siły trzeba użyć, żeby przerzucić bieg. Wspomagana jest ona przez stare linki i zardzewiałe pancerze, co zapewnia doskonałe ćwiczenie mięśni przedramion przy próbie przerzucenia.
Nie można tu pominąć milczeniem rewelacyjnie skonstruowanego tzw. pięciotrybu, zapewniającego znakomite osiągi.
Rower posiada również stylowe światełko odblaskowe.
Kiedy mówimy o dbałości o formę, absolutnie nie można pominąć doskonałej korby ze stali oraz rewelacyjnie opornej przerzutki przedniej marki "Romet" (wysuwanej w tylko jednej płaszczyźnie) - są to mechanizmy zupełnie nieosiągalne w standardowym współczesnym rowerze.
Kiedy dodamy, że rower ten zapewnia doskonałą ergonomię i pozycję rowerzysty - fachowo tzw. pozycja "małpy na obcęgach" - otrzymujemy dość pełny obraz tego produktu, który z nieczystym sumieniem mógłbym polecić każdemu.
To dzięki tym wszystkim niezaprzeczalnym zaletom oraz znakomitym chińskim oponom udało mi się dziś rozwinąć Vmax = 41 km/h!!! Na prostej!!!
Co do trasy...Koza przetoczyła się z Pomorzan przez Cmentarz Centralny, Derdowskiego, Taczaka, Żyzną, Modrą...i tam zawróciła, by ruszyć w przeciwnym kierunku, z lekkim odbiciem na "Lidla", gdzie znakomicie spisała się jako pojazd dostawczy na zakupy. :)))
Rower:Koza
Dane wycieczki:
20.03 km (4.00 km teren), czas: 01:02 h, avg:19.38 km/h,
prędkość maks: 41.00 km/hTemperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Kolejna podróż wehikułem czasu...
Piątek, 10 grudnia 2010 | dodano: 10.12.2010Kategoria Szczecin i okolice
Po raz kolejny wytargałem starą niezniszczalna Kozę na powietrze i po raz kolejny włożyłem aparat w kieszeń.
Wszystko po to, by dalej dokumentować zmiany, jakie zaszły w mojej dzielnicy w stosunku do tego, jak wyglądała ona przed wojną, bombardowaniami i późniejszymi bezmyślnymi działaniami nowych gospodarzy Szczecina.
Archiwalnych materiałów źródłowych na ten temat jest niewiele, przynajmniej ja nie mam jeszcze do nich dostępu, ale sądzę, że nawet i tak krótka rowerowa "wycieczka w czasie" jest ciekawa.
Filmik zamieszczam poniżej, jest to wersja wstępna, bo przymierzam się do czegoś większego, choć tak naprawdę nie mam jeszcze pewności, czy mi się to uda.
Najchętniej taki sentymentalny rekonesans po mieście i okolicach zrobiłbym w towarzystwie Szczecińskiego Bikestats...ale to chyba nie zimą.
Na pewno zbiórkę chętnych ogłoszę prędzej czy później na mojej stronce.
Zdjęcia archiwalne do poniższego filmu pozyskałem z portalu www.sedina.pl.
...
Temperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wszystko po to, by dalej dokumentować zmiany, jakie zaszły w mojej dzielnicy w stosunku do tego, jak wyglądała ona przed wojną, bombardowaniami i późniejszymi bezmyślnymi działaniami nowych gospodarzy Szczecina.
Archiwalnych materiałów źródłowych na ten temat jest niewiele, przynajmniej ja nie mam jeszcze do nich dostępu, ale sądzę, że nawet i tak krótka rowerowa "wycieczka w czasie" jest ciekawa.
Filmik zamieszczam poniżej, jest to wersja wstępna, bo przymierzam się do czegoś większego, choć tak naprawdę nie mam jeszcze pewności, czy mi się to uda.
Najchętniej taki sentymentalny rekonesans po mieście i okolicach zrobiłbym w towarzystwie Szczecińskiego Bikestats...ale to chyba nie zimą.
Na pewno zbiórkę chętnych ogłoszę prędzej czy później na mojej stronce.
Zdjęcia archiwalne do poniższego filmu pozyskałem z portalu www.sedina.pl.
...
Rower:Koza
Dane wycieczki:
6.70 km (3.00 km teren), czas: 00:18 h, avg:22.33 km/h,
prędkość maks: 24.00 km/hTemperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Mikołajek na Kozie i mała podróż w czasie...
Poniedziałek, 6 grudnia 2010 | dodano: 06.12.2010Kategoria Szczecin i okolice
Koza wróciła do łask na dystansie 3,33 km. Wróciła do łask, bo to Koza robocza i chlapy solno-śniegowej się nie boi.
No, może się i boi, ale nikt się tym nie przejmuje, bo od tego jest Kozą.
Uratowałem jej kiedyś życie, teraz ona ratuje mój rower główny przed zimową ruiną.
Zrobiłem kurs do centrum handlowego (cóż to za parszywe miejsca te zatłoczone centra, pomijając mus zrobienia zakupów - co ludzie w tym widzą za atrakcję???), dokąd to pojechałem poszukać mikołajkowych prezentów.
Najpierw jechałem wzdłuż tej ulicy (al. Powstańców Wielkopolskich).

Skręciłem w lewo i wjechałem po chwili w obecną ulicę Ruską.

Następnie skręciłem w Milczańską, gdzie po moście nad torami dojechałem do centrum handlowego.

Tak wyglądał on od spodu.

Niedaleko centrum handlowego stała sobie knajpka (oczywiście już nie ma knajpki, jest centrum handlowe "MOLO").

Wróciłem do domu tą uliczką.

Źródło fotografii: www.sedina.pl
Autor: pewnie już nie żyje. Jeśli żyje i rości sobie prawa autorskie do któregokolwiek ze zdjęć - proszę o uwagę w komentarzach.
Temperatura:6.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
No, może się i boi, ale nikt się tym nie przejmuje, bo od tego jest Kozą.
Uratowałem jej kiedyś życie, teraz ona ratuje mój rower główny przed zimową ruiną.
Zrobiłem kurs do centrum handlowego (cóż to za parszywe miejsca te zatłoczone centra, pomijając mus zrobienia zakupów - co ludzie w tym widzą za atrakcję???), dokąd to pojechałem poszukać mikołajkowych prezentów.
Najpierw jechałem wzdłuż tej ulicy (al. Powstańców Wielkopolskich).

Skręciłem w lewo i wjechałem po chwili w obecną ulicę Ruską.

Następnie skręciłem w Milczańską, gdzie po moście nad torami dojechałem do centrum handlowego.

Tak wyglądał on od spodu.

Niedaleko centrum handlowego stała sobie knajpka (oczywiście już nie ma knajpki, jest centrum handlowe "MOLO").

Wróciłem do domu tą uliczką.

Źródło fotografii: www.sedina.pl
Autor: pewnie już nie żyje. Jeśli żyje i rości sobie prawa autorskie do któregokolwiek ze zdjęć - proszę o uwagę w komentarzach.
Rower:Koza
Dane wycieczki:
3.33 km (1.00 km teren), czas: 00:15 h, avg:13.32 km/h,
prędkość maks: 24.00 km/hTemperatura:6.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
"Trzeci Szczeciński 'Rajd' Bikestats"
Piątek, 3 grudnia 2010 | dodano: 03.12.2010Kategoria Szczecin i okolice, Szczecińskie Rajdy BS i RS, Wypadziki do Niemiec, Z cyborgami z TC TEAM :)))
Program trasy ogłoszony przez Jurka. Zbiórka o 10:00 na Głębokim.
***RUN THE PROGRAM***
External conditions:- 5 st.C.
Godzina 9:30 - start spod garażu.
Jazda w solno-śniegowej brei przez Szczecin głównymi ulicami na Głębokie.
Godzina 10:00 - dojeżdżam na Głebokie.
Godzina 10:10 - udało mi się zrobić zdjęcie (to poniżej).

Godzina 10:11 - zdążyłem schować aparat.
Głębokie - Dobra: 28 km/h.
Dobra - Buk: nieco mniejsza prędkość, zachciało mi się turystyki.
Blankensee: zbędna przerwa w wiacie. Zbędna wiata. ***SYNTAX ERROR***
Blankensee - Boock - Locknitz: 26-28 km/h.
Wjazd do Locknitz: odpadam, nie doganiam grupy, na liczniku 24 km/h. Mało.
Grupa poza zasięgiem mojego głosu.
Biorę 3 łyki napoju, sikam.
Ruszam.
Grupa zawraca. Zgarniają mnie.
Locknitz, Netto. Zakupy. Piwo, wino.
Przed sklepem. Zdążyłem wypić 2 kubki gorącej zupy.

Ruszamy. Droga główna na Lubieszyn. TIR-y, sznur samochodów.
Parking za Locknitz. Przerwa na sikanie. Zbędna gorąca herbata.
***SYNTAX ERROR***
Ruszamy.
Jadę pierwszy. Prędkość 24 km/h.***SYNTAX ERROR***
Mijamy granicę.
Chwila postoju w Dobrej. Sargath, Arek i Jurek (TC) jadą w kierunku na Mierzyn.
Ja i Jarek (Gadbagienny) odbijamy na Stobno i Będargowo.
Droga dość zaśnieżona.
Za Stobnem postój na niepotrzebne zdjęcie (poniżej).***SYNTAX ERROR***

Przejazd przez Przecław, postój na myjni koło MAKRO.
Rowery jak nowe. Radość jak u dziecka.
Ruszamy.
Mija 30 sekund.
Rowery jak stare.
Pomorzany. Żegnamy się z Jarkiem.
Wprowadzam rower do piwnicy.
***END OF PROGRAM***
Biking unit switched off.
Temperatura:-5.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1430 (kcal)
***RUN THE PROGRAM***
External conditions:- 5 st.C.
Godzina 9:30 - start spod garażu.
Jazda w solno-śniegowej brei przez Szczecin głównymi ulicami na Głębokie.
Godzina 10:00 - dojeżdżam na Głebokie.
Godzina 10:10 - udało mi się zrobić zdjęcie (to poniżej).

Godzina 10:11 - zdążyłem schować aparat.
Głębokie - Dobra: 28 km/h.
Dobra - Buk: nieco mniejsza prędkość, zachciało mi się turystyki.
Blankensee: zbędna przerwa w wiacie. Zbędna wiata. ***SYNTAX ERROR***
Blankensee - Boock - Locknitz: 26-28 km/h.
Wjazd do Locknitz: odpadam, nie doganiam grupy, na liczniku 24 km/h. Mało.
Grupa poza zasięgiem mojego głosu.
Biorę 3 łyki napoju, sikam.
Ruszam.
Grupa zawraca. Zgarniają mnie.
Locknitz, Netto. Zakupy. Piwo, wino.
Przed sklepem. Zdążyłem wypić 2 kubki gorącej zupy.

Ruszamy. Droga główna na Lubieszyn. TIR-y, sznur samochodów.
Parking za Locknitz. Przerwa na sikanie. Zbędna gorąca herbata.
***SYNTAX ERROR***
Ruszamy.
Jadę pierwszy. Prędkość 24 km/h.***SYNTAX ERROR***
Mijamy granicę.
Chwila postoju w Dobrej. Sargath, Arek i Jurek (TC) jadą w kierunku na Mierzyn.
Ja i Jarek (Gadbagienny) odbijamy na Stobno i Będargowo.
Droga dość zaśnieżona.
Za Stobnem postój na niepotrzebne zdjęcie (poniżej).***SYNTAX ERROR***

Przejazd przez Przecław, postój na myjni koło MAKRO.
Rowery jak nowe. Radość jak u dziecka.
Ruszamy.
Mija 30 sekund.
Rowery jak stare.
Pomorzany. Żegnamy się z Jarkiem.
Wprowadzam rower do piwnicy.
***END OF PROGRAM***
Biking unit switched off.
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
67.10 km (5.00 km teren), czas: 03:19 h, avg:20.23 km/h,
prędkość maks: 43.00 km/hTemperatura:-5.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1430 (kcal)
"Drugi Szczeciński Rajd Bikestats" - nad Jezioro Piaski!
Niedziela, 28 listopada 2010 | dodano: 28.11.2010Kategoria Szczecin i okolice, Z cyborgami z TC TEAM :))), Szczecińskie Rajdy BS i RS
Zachęceni sukcesem Pierwszego Szczecińskiego Rajdu Bikestats, dziś spotkaliśmy się na Drugim. Tym razem pomysłodawcą trasy był Sargath.
Spotkanie nad jeziorem Głębokim zaplanowane było na godzinę 9:00. Musiałem ostro cisnąć, bo jak zwykle przed wyjazdem pojawiło się "wiele-spraw-nie-cierpiących-zwłoki". :)))
Mrozek był dość odczuwalny w naszym klimacie, choć było zaledwie -3 st.C.
Na miejscu zbiórki pojawiłem się o 9:05, czyli na czas, bo do odjazdu pozostało jeszcze 10 minut.
Pojawiło się 7 osób, oprócz mnie Jurek "Jurektc", Paweł "Sargath", Arek, Krzysiek zwany Fryzjerem (to fryzjer Basi...eee a, może raczej tzw. stylista włosów Basi;)), Jarek "Gad" znany nam z Forum Rowerowy Szczecin...no i Baśka. Krzysiek miał dojechać w Tanowie.
Jednak Baśka to zupełnie inna historia. Zupełnie nie wiem, co o niej myśleć, bo z jednej strony pełen podziw, że pojawiła się na zbiórce z chorobą, gorączką i kaszlem, a z drugiej - cykloza rozwinięta do tego stopnia, że w takim stanie chce jej się jechać.
Mi się z gorączką nawet chodzić do kibelka nie chce! ;)))
No muszę to napisać - Baśka to "dziewczyna z jajami" !!! ;)))

Sargath poprowadził nas trasą terenową i od razu narzucił ostre tempo. Początkowo jechaliśmy wzdłuż brzegu jeziora Głębokie, by potem wjechać na szlak czerwony. Droga wiodła koło leśniczówki i doprowadziła nas do Bartoszewa. Na szczęście wcześniejsza wilgoć i dzisiejszy mróz utwardziły trasę i można był jechać bez zapadania się w piasek, co latem jest normą.
W Bartoszewie zatrzymaliśmy się na małe zakupy spożywcze.

Jadąc dalej lasem dojechaliśmy do Tanowa, by tam zaznać krótkiej przyjemności jazdy asfaltem. Za Tanowem skręciliśmy w lewo w drogę gruntową, prowadzącą do jeziora Świdwie. Do Świdwia jednak nie dojeżdżaliśmy, ale skręciliśmy na leśniczówkę Zalesie...o ile dobrze kojarzę. ;)
Droga była wyboista, ponieważ błoto zamarzło i potworzyły się ostre grudy.
Na szczęście dalsza trasa do drogi wiodącej na Dobieszczyn przebiegała już odcinkiem asfaltowym.
Krzysiek vel "Fryzjer" i chora Basia dociągają do grupy. Niewyraźnie to widziałem. :)

Po przecięciu drogi głównej, wjechaliśmy na drogę pożarową nr 14, która jest pokryta asfaltem i na szczęście jest zamknięta dla ruchu samochodowego.
Droga nad Jezioro Piaski.

Przerwa na rozstaju dróg.

Widoczki z rozstaju.


Wkrótce dotarliśmy nad jezioro Piaski, gdzie zaczęliśmy przygotowywać ognisko.
Nad Jeziorem Piaski.

Wypakowujemy wałówkę. ;)

Drewno było nieco zawilgotniałe i były pewne problemy z jego rozpaleniem.
Jurek - podpalacz! :)

Na szczęście Jarek ma płuca jak miech kowalski i kiedy dął w ogień niczym wicher, można było piec kiełbaski.
Inni też potem próbowali swoich sił w roli wentylatora. ;)
Kiełbaski trzeba było piec bardzo szybko i nie żałować płuc.

Nad jeziorkiem spędziliśmy całkiem dużo czasu. Ja posiliłem się kanapkami i gorącą zupą grzybową z termosu, bo jakoś na kiełbaskę nie miałem ochoty.
Taka gorąca zupka na mrozie i w doborowym towarzystwie to jest to!
Uczciwie nasyceni ruszyliśmy w kierunku Trzebieży.
Żegnamy jezioro Piaski.

Po dojechaniu do Trzebieży skręciliśmy na Police.
Przed Policami w naszych samczych sercach obudził się rycerski duch, kiedy patrzyliśmy na Basię zmagającą się z chorobą i postanowiliśmy jej ulżyć, pchając ją na zmianę aż do Szczecina (choć zapewne jej dzielna dusza się buntowała! ;))).
Okazuje się, że Jarek to kolejny cyborg nowej generacji, bo nie tylko płuca ma jak silnik odrzutowy, ale i parę w nogach.
Od Polic do Tanowa pchał Basię z prędkością sięgającą 28 km/h...jak nie więcej!
Za Tanowem z kolei podobną mocą wykazał się znany nam już TC Cyborg Krzysiek "Kris".
Ja zająłem się wpychaniem Basi pod góreczki za Pilchowem.
W ten oto sposób dojechaliśmy w komplecie nad jezioro Głębokie.
Stamtąd przez Las Arkoński dojechaliśmy do Parku Kasprowicza, gdzie odłączył się Mr. Fryzjer, zaś cała reszta pożegnała się pod Pomnikiem Czynu Polaków.
Ja dojechałem wspólnie z Jarkiem aż na Pomorzany, ponieważ tak się składa, że mieszkamy na tej samej ulicy.
Kolejny Szczeciński Rajd Bikestats okazał się udany, więc na pewno zorganizujemy następny!
A na koniec zdjęcie ekipy wykonane przez Jurka:
Temperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1714 (kcal)
Spotkanie nad jeziorem Głębokim zaplanowane było na godzinę 9:00. Musiałem ostro cisnąć, bo jak zwykle przed wyjazdem pojawiło się "wiele-spraw-nie-cierpiących-zwłoki". :)))
Mrozek był dość odczuwalny w naszym klimacie, choć było zaledwie -3 st.C.
Na miejscu zbiórki pojawiłem się o 9:05, czyli na czas, bo do odjazdu pozostało jeszcze 10 minut.
Pojawiło się 7 osób, oprócz mnie Jurek "Jurektc", Paweł "Sargath", Arek, Krzysiek zwany Fryzjerem (to fryzjer Basi...eee a, może raczej tzw. stylista włosów Basi;)), Jarek "Gad" znany nam z Forum Rowerowy Szczecin...no i Baśka. Krzysiek miał dojechać w Tanowie.
Jednak Baśka to zupełnie inna historia. Zupełnie nie wiem, co o niej myśleć, bo z jednej strony pełen podziw, że pojawiła się na zbiórce z chorobą, gorączką i kaszlem, a z drugiej - cykloza rozwinięta do tego stopnia, że w takim stanie chce jej się jechać.
Mi się z gorączką nawet chodzić do kibelka nie chce! ;)))
No muszę to napisać - Baśka to "dziewczyna z jajami" !!! ;)))
Sargath poprowadził nas trasą terenową i od razu narzucił ostre tempo. Początkowo jechaliśmy wzdłuż brzegu jeziora Głębokie, by potem wjechać na szlak czerwony. Droga wiodła koło leśniczówki i doprowadziła nas do Bartoszewa. Na szczęście wcześniejsza wilgoć i dzisiejszy mróz utwardziły trasę i można był jechać bez zapadania się w piasek, co latem jest normą.
W Bartoszewie zatrzymaliśmy się na małe zakupy spożywcze.
Jadąc dalej lasem dojechaliśmy do Tanowa, by tam zaznać krótkiej przyjemności jazdy asfaltem. Za Tanowem skręciliśmy w lewo w drogę gruntową, prowadzącą do jeziora Świdwie. Do Świdwia jednak nie dojeżdżaliśmy, ale skręciliśmy na leśniczówkę Zalesie...o ile dobrze kojarzę. ;)
Droga była wyboista, ponieważ błoto zamarzło i potworzyły się ostre grudy.
Na szczęście dalsza trasa do drogi wiodącej na Dobieszczyn przebiegała już odcinkiem asfaltowym.
Krzysiek vel "Fryzjer" i chora Basia dociągają do grupy. Niewyraźnie to widziałem. :)
Po przecięciu drogi głównej, wjechaliśmy na drogę pożarową nr 14, która jest pokryta asfaltem i na szczęście jest zamknięta dla ruchu samochodowego.
Droga nad Jezioro Piaski.
Przerwa na rozstaju dróg.
Widoczki z rozstaju.
Wkrótce dotarliśmy nad jezioro Piaski, gdzie zaczęliśmy przygotowywać ognisko.
Nad Jeziorem Piaski.
Wypakowujemy wałówkę. ;)
Drewno było nieco zawilgotniałe i były pewne problemy z jego rozpaleniem.
Jurek - podpalacz! :)
Na szczęście Jarek ma płuca jak miech kowalski i kiedy dął w ogień niczym wicher, można było piec kiełbaski.
Inni też potem próbowali swoich sił w roli wentylatora. ;)
Kiełbaski trzeba było piec bardzo szybko i nie żałować płuc.
Nad jeziorkiem spędziliśmy całkiem dużo czasu. Ja posiliłem się kanapkami i gorącą zupą grzybową z termosu, bo jakoś na kiełbaskę nie miałem ochoty.
Taka gorąca zupka na mrozie i w doborowym towarzystwie to jest to!
Uczciwie nasyceni ruszyliśmy w kierunku Trzebieży.
Żegnamy jezioro Piaski.
Po dojechaniu do Trzebieży skręciliśmy na Police.
Przed Policami w naszych samczych sercach obudził się rycerski duch, kiedy patrzyliśmy na Basię zmagającą się z chorobą i postanowiliśmy jej ulżyć, pchając ją na zmianę aż do Szczecina (choć zapewne jej dzielna dusza się buntowała! ;))).
Okazuje się, że Jarek to kolejny cyborg nowej generacji, bo nie tylko płuca ma jak silnik odrzutowy, ale i parę w nogach.
Od Polic do Tanowa pchał Basię z prędkością sięgającą 28 km/h...jak nie więcej!
Za Tanowem z kolei podobną mocą wykazał się znany nam już TC Cyborg Krzysiek "Kris".
Ja zająłem się wpychaniem Basi pod góreczki za Pilchowem.
W ten oto sposób dojechaliśmy w komplecie nad jezioro Głębokie.
Stamtąd przez Las Arkoński dojechaliśmy do Parku Kasprowicza, gdzie odłączył się Mr. Fryzjer, zaś cała reszta pożegnała się pod Pomnikiem Czynu Polaków.
Ja dojechałem wspólnie z Jarkiem aż na Pomorzany, ponieważ tak się składa, że mieszkamy na tej samej ulicy.
Kolejny Szczeciński Rajd Bikestats okazał się udany, więc na pewno zorganizujemy następny!
A na koniec zdjęcie ekipy wykonane przez Jurka:
Rower:
Dane wycieczki:
83.50 km (28.00 km teren), czas: 04:15 h, avg:19.65 km/h,
prędkość maks: 44.30 km/hTemperatura:-2.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1714 (kcal)
























