- Kategorie:
- Archiwalne wyprawy.5
- Drawieński Park Narodowy.29
- Francja.9
- Holandia 2014.6
- Karkonosze 2008.4
- Kresy wschodnie 2008.10
- Mazury na rowerze teściowej.19
- Mazury-Suwalszczyzna 2014.4
- Mecklemburgische Seenplatte.12
- Po Polsce.54
- Rekordy Misiacza (pow. 200 km).13
- Rowery Europy.15
- Rugia 2011.15
- Rugia od 2010....31
- Spreewald (Kraina Ogórka).4
- Szczecin i okolice.1382
- Szczecińskie Rajdy BS i RS.212
- U przyjaciół ....46
- Wypadziki do Niemiec.323
- Wyprawa na spływ tratwami 2008.4
- Wyprawa Oder-Neisse Radweg 2012.7
- Wyprawy na Wyspę Uznam.12
- Z Basią....230
- Z cyborgami z TC TEAM :))).34
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Sobota, 26 lipca 2008 | dodano: 04.08.2008Kategoria Kresy wschodnie 2008, Po Polsce
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Trasa: Gołdapska Góra - Gołdap - Jurkiszki - Hajnówek - zielony szlak pieszy przez Puszczę Romincką - bez szlaku do Żytkiejm - Kleksiejmy - Skajzgiry - Rakówek - Kłajpedka - Kłajpeda - Stara Hańcza - Dzierwany - Smolniki. Razem 59 km.
Na początku polecam zwrócić uwagę na nazwy pewnych miejscowości w powyższym wykazie ;).
Ruszamy z rana do Gołdapi. Z tym "z rana" to troszkę przesadziłem, bo o 9:50 ;).
Czas zbierania mamy przydługi, ale to za moją sprawą bo raz, że tak czasem już mam, a na dokładkę dochodzę do wniosku, że jestem na wakacjach i mi się nie spieszy...taka "Snuja Zachodniopomorska na ścieżkach Suwalszczyzny" ;).
Do Gołdapi docieramy o godzinie 9:20 i postanawiamy zjeść w parku zakupione wcześniej śniadanko.

Jakiś tam kościół w Gołdapi...

Siedzimy sobie na ławeczce, popijamy jogurt "Augustowski" i zagryzamy bułkami.
Jeszcze nie wiemy, że od dziś stanie się to naszym codziennym pysznym standardem.

Park jest bardzo ładny, jesteśmy otoczeni przez zieleń, w oddali widać tryskające fontanny i jakiś mostek.
Reszta miasteczka jakaś taka niespecjalna jest...

Dochodzi godzina 10:00, a moje samopoczucie "zdrowotne" takie sobie, czyżby jakieś choróbsko się wykluwało czy co?
Zobaczymy, co z tego wyniknie [post-edit: nic się nie wykluło ;)].
Wyruszamy z Gołdapi zwykłą asfaltową drogą, przed nami jednak Puszcza Romincka i Bóg wie (i Marek) jakie tam są drogi ;).
O tym przekonuję się, gdy zjeżdżamy z szosy na tzw. ścieżkę edukacyjną. Szuterek całkiem, całkiem, więc można sobie na razie spokojnie pedałować.
W tym czasie Marek odbywa "małą walkę" z narowistym sprzętem.

Ruszamy i robię parę fotek w ruchu, niezbyt udanych ale zawsze to dokument.


Po pewnym czasie dojeżdżamy do bardzo dziwnego miejsca. Z daleka wygląda to tak, jakby ktoś nastawiał pełno uli w dzwinym kształcie.
Okazuje się jednak, że jest to sposób na ochronę owadów żyjących w glinie i w Puszczy Rominckiej zbudowano dla nich specjalne "domki".

Teraz toczymy się szutrówką, prawie że dotykając granicy naszego "przyjaciela" zza wschodniej granicy.
Za czasów "komuny" bywałem w Związku Radzieckim, ale tylko na Białorusi i na Litwie, za to w Rosji nigdy.
Teraz jest okazja, by choć na chwilę wtargnąć na terytorium sąsiada ;)
Napis głosi: Granica Państwa, przekraczanie zabronione" :)
A, co mi tam, oni też niejednokrotnie wpadali do nas bez zaproszenia, często nawet z czołgami.

Jedziemy dalej i spotykamy patrol Straży Granicznej na quadach.
Widać, że chcieli nas zapytać co tu porabiamy, ale my byliśmy pierwsi i zapytaliśmy o drogę, co wygasiło ich podejrzenia, że możemy być rosyjskimi szpiegami lub desperatami, chcącymi przeniknąć do rosyjskiego raju :).
Na jednym z postojów pod wpływem ciężaru bagażu pęka nóżka w rowerze Marka i od tej pory będzie miał on upierdliwe zadanie poszukiwania czegoś do opierania swojego wehikułu przy każdym dłuższym zatrzymaniu.
Dojeżdżamy do skrzyżowania i wyjeżdżamy na asfaltówkę.
Nazwy miejscowości są w tym rejonie niesamowite!

Skaj z giry ? ;)

W pobliżu wsi Kłajpedki trafiamy na drogę, która powinna nazywa zostać nazwana najdłuższą piaskownicą świata.
Całkiem znośna szutrówka została "naprawiona" przez lokalsów przy pomocy grząskiego piasku.

Pomysłodawcy gratulujemy poczucia humoru ;).
Jadąc potem nawet jakąś wertepiastą szutrówką żartowaliśmy, że jak to dobrze, że nikt z Kłajpedki nie zabrał się za jej naprawę.
Marek jakoś się toczy na swych w miarę grubych oponach, ja na swoich nie mam szans i rower obciążony bagażem grzęźnie głęboko "w drodze". Tu nawet nie za bardzo mam jak go prowadzić z boku, po prostu nie ma jak!!!
Filmik Marka z pokonywania piachu (KLIK).
Wreszcie powoli docieramy do asfaltu i ponownie spotykamy starszego sakwiarza, z którym widzieliśmy się wczoraj. Kolanko mu jak widać szwankuje, ale jedzie.
Ciekawostka - z przodu na kierownicy miał zamontowany koszyk taki jak w "mieszczuchach".
W tle słynna droga! ;)

Ruszamy dalej. Pod wieczór, jadąc przez jakiś czas w towarzystwie po raz kolejny napotkanego sakwiarza szukamy miejsca na nocleg.
Podjazd ciężką, wertepiastą i piekielnie stromą szutrówką do Smolnik niedaleko jeziora Hańcza nie należał do największych atrakcji tego dnia.
W Smolnikach znajdujemy nocleg w dość specyficznym rodzaju "agroturystyki" - otóż dostajemy klucze do domków, w których stoją łóżka, a na zewnątrz znajduje się coś w rodzaju "prysznica" z zimną wodą. Dla mnie to i tak królewskie warunki biorąc pod uwagę fakt, że od 3 dni jesteśmy w drodze, a moja jedyna kąpiel polegała na myciu się wodą z butelki.
Koszt wyniósł po 10 zł od osoby i w końcu można z siebie zmyć odór trolla :).

Gapię się w niebo i na drzewa nad daszkiem naszego domku i stwierdzam, że w Puszczy Rominckiej naprawdę poczułem klimat tych rejonów i pełny kontakt z naturą...

Opisy z poszczególnych dni:
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 4. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 5. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 6. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 7. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 8. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 9. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 10 (O S T A T N I). WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Pełna relacja fotograficzna TUTAJ.
Zdjęcia Marka (klik).
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Gołdapska Góra - Gołdap - Jurkiszki - Hajnówek - zielony szlak pieszy przez Puszczę Romincką - bez szlaku do Żytkiejm - Kleksiejmy - Skajzgiry - Rakówek - Kłajpedka - Kłajpeda - Stara Hańcza - Dzierwany - Smolniki. Razem 59 km.
Na początku polecam zwrócić uwagę na nazwy pewnych miejscowości w powyższym wykazie ;).
Ruszamy z rana do Gołdapi. Z tym "z rana" to troszkę przesadziłem, bo o 9:50 ;).
Czas zbierania mamy przydługi, ale to za moją sprawą bo raz, że tak czasem już mam, a na dokładkę dochodzę do wniosku, że jestem na wakacjach i mi się nie spieszy...taka "Snuja Zachodniopomorska na ścieżkach Suwalszczyzny" ;).
Do Gołdapi docieramy o godzinie 9:20 i postanawiamy zjeść w parku zakupione wcześniej śniadanko.
Jakiś tam kościół w Gołdapi...
Siedzimy sobie na ławeczce, popijamy jogurt "Augustowski" i zagryzamy bułkami.
Jeszcze nie wiemy, że od dziś stanie się to naszym codziennym pysznym standardem.
Park jest bardzo ładny, jesteśmy otoczeni przez zieleń, w oddali widać tryskające fontanny i jakiś mostek.
Reszta miasteczka jakaś taka niespecjalna jest...
Dochodzi godzina 10:00, a moje samopoczucie "zdrowotne" takie sobie, czyżby jakieś choróbsko się wykluwało czy co?
Zobaczymy, co z tego wyniknie [post-edit: nic się nie wykluło ;)].
Wyruszamy z Gołdapi zwykłą asfaltową drogą, przed nami jednak Puszcza Romincka i Bóg wie (i Marek) jakie tam są drogi ;).
O tym przekonuję się, gdy zjeżdżamy z szosy na tzw. ścieżkę edukacyjną. Szuterek całkiem, całkiem, więc można sobie na razie spokojnie pedałować.
W tym czasie Marek odbywa "małą walkę" z narowistym sprzętem.
Ruszamy i robię parę fotek w ruchu, niezbyt udanych ale zawsze to dokument.
Po pewnym czasie dojeżdżamy do bardzo dziwnego miejsca. Z daleka wygląda to tak, jakby ktoś nastawiał pełno uli w dzwinym kształcie.
Okazuje się jednak, że jest to sposób na ochronę owadów żyjących w glinie i w Puszczy Rominckiej zbudowano dla nich specjalne "domki".
Teraz toczymy się szutrówką, prawie że dotykając granicy naszego "przyjaciela" zza wschodniej granicy.
Za czasów "komuny" bywałem w Związku Radzieckim, ale tylko na Białorusi i na Litwie, za to w Rosji nigdy.
Teraz jest okazja, by choć na chwilę wtargnąć na terytorium sąsiada ;)
Napis głosi: Granica Państwa, przekraczanie zabronione" :)
A, co mi tam, oni też niejednokrotnie wpadali do nas bez zaproszenia, często nawet z czołgami.
Jedziemy dalej i spotykamy patrol Straży Granicznej na quadach.
Widać, że chcieli nas zapytać co tu porabiamy, ale my byliśmy pierwsi i zapytaliśmy o drogę, co wygasiło ich podejrzenia, że możemy być rosyjskimi szpiegami lub desperatami, chcącymi przeniknąć do rosyjskiego raju :).
Na jednym z postojów pod wpływem ciężaru bagażu pęka nóżka w rowerze Marka i od tej pory będzie miał on upierdliwe zadanie poszukiwania czegoś do opierania swojego wehikułu przy każdym dłuższym zatrzymaniu.
Dojeżdżamy do skrzyżowania i wyjeżdżamy na asfaltówkę.
Nazwy miejscowości są w tym rejonie niesamowite!
Skaj z giry ? ;)
W pobliżu wsi Kłajpedki trafiamy na drogę, która powinna nazywa zostać nazwana najdłuższą piaskownicą świata.
Całkiem znośna szutrówka została "naprawiona" przez lokalsów przy pomocy grząskiego piasku.
Pomysłodawcy gratulujemy poczucia humoru ;).
Jadąc potem nawet jakąś wertepiastą szutrówką żartowaliśmy, że jak to dobrze, że nikt z Kłajpedki nie zabrał się za jej naprawę.
Marek jakoś się toczy na swych w miarę grubych oponach, ja na swoich nie mam szans i rower obciążony bagażem grzęźnie głęboko "w drodze". Tu nawet nie za bardzo mam jak go prowadzić z boku, po prostu nie ma jak!!!
Filmik Marka z pokonywania piachu (KLIK).
Wreszcie powoli docieramy do asfaltu i ponownie spotykamy starszego sakwiarza, z którym widzieliśmy się wczoraj. Kolanko mu jak widać szwankuje, ale jedzie.
Ciekawostka - z przodu na kierownicy miał zamontowany koszyk taki jak w "mieszczuchach".
W tle słynna droga! ;)
Ruszamy dalej. Pod wieczór, jadąc przez jakiś czas w towarzystwie po raz kolejny napotkanego sakwiarza szukamy miejsca na nocleg.
Podjazd ciężką, wertepiastą i piekielnie stromą szutrówką do Smolnik niedaleko jeziora Hańcza nie należał do największych atrakcji tego dnia.
W Smolnikach znajdujemy nocleg w dość specyficznym rodzaju "agroturystyki" - otóż dostajemy klucze do domków, w których stoją łóżka, a na zewnątrz znajduje się coś w rodzaju "prysznica" z zimną wodą. Dla mnie to i tak królewskie warunki biorąc pod uwagę fakt, że od 3 dni jesteśmy w drodze, a moja jedyna kąpiel polegała na myciu się wodą z butelki.
Koszt wyniósł po 10 zł od osoby i w końcu można z siebie zmyć odór trolla :).
Gapię się w niebo i na drzewa nad daszkiem naszego domku i stwierdzam, że w Puszczy Rominckiej naprawdę poczułem klimat tych rejonów i pełny kontakt z naturą...
Opisy z poszczególnych dni:
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 4. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 5. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 6. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 7. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 8. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 9. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 10 (O S T A T N I). WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Pełna relacja fotograficzna TUTAJ.
Zdjęcia Marka (klik).
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
59.00 km (35.00 km teren), czas: 04:10 h, avg:14.16 km/h,
prędkość maks: 41.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Piątek, 25 lipca 2008 | dodano: 04.08.2008Kategoria Kresy wschodnie 2008, Po Polsce
Trasa: Giżycko - Sulimy - Pieczonki - Kruklanki - Jeziorowskie - Podleśne - Leśny Zakątek - Czerwony Dwór - Dunajek - Siedlisko - Nasuty - Rudzie - Kamionki - Błażejewo - Suczki - Góra Gołdapska. Razem 65 km.
Zaczął się dzień drugi, dochodzi godzina 2:00 w nocy, a my wciąż tłuczemy się w tym archaicznym wagonie PKP i wciąż nie przychodzi sen.
Podejmowane próby zaśnięcia są zupełnie nieudane...jak ja będę rano jechał z tymi klamotami?
Chyba zdrzemnę się na trasie na przedniej sakwie ? ;)
Gdyby to był francuski ekspres TGV to w 2-3 godziny i byłbym na miejscu, a tak trzeba się tłuc 10 godzin.
Wreszcie nastaje ranek i dojeżdżamy.
Giżycko o poranku sprawia, że trzęsę się z niewyspania, ale nie ma co się trząść, tylko czas ruszać naszymi jednośladowymi "czołgami", bo prawie tyle ważą.

Wyjeżdżamy z Giżycka i dojeżdżamy do Kruklanek, gdzie spędzałem kiedyś urlop w zupełnie innym charakterze (samochodzik, pokoik;)).

Tam też fotografuję dorodnego żubra.

Opuszczany "centrum" miejscowości i dojeżdżamy nad jezioro o dość smakowicie brzmiącej nazwie Gołdopiwo ;).
Z miłą chęcią zasiadam na trawie na brzegu, gdzie czekając aż woda na kuchence zagotuje się na poranną kawę, jem i spisuję numery zdjęć wykonanych tego dnia (żeby potem się nie pogubić przy pisaniu relacji).

Po wpompowaniu w żyły kawy jestem przekonany, że będzie jechało mi się dużo lepiej.

Czas ruszać...
Jedziemy jeszcze jakiś czas asfaltem, na chwilę zatrzymujemy się na cmentarzu żołnierzy rosyjskich i pruskich z czasów I wojny światowej, a potem wjeżdżamy szutrówkami w Puszczę Borecką.
Trasa jest naprawdę malownicza.
Tu zielony szlak z Diablej Góry dochodzi do drogi na Czerwony Dwór.

Fotografuję głaz pamiątkowy w Rezerwacie Borki i ruszamy dalej.

W sklepiku na szlaku robimy zakupy (nie pomijając "izotoników" na wieczór;)) i spotykamy starszego pana, sakwiarza jak i my.
Nasze trasy będą się przecinać jeszcze przez kilka dni.
Wreszcie głód daje znać o sobie.
Wyciągamy więc kuchenki i siedząc na kłodzie pitrasimy sobie "Kociołki do syta" niedaleko leśniczówki Dunajki.

Po napychaniu się ruszamy dalej.
Ja jak to ja...nie powiem, żeby jakoś mocno zmartwiła mnie zmiana nawierzchni z gruntowej na taką ;).

Jakakolwiek by ona nie była, widoki są tak niesamowite, że co rusz mam chęć robić zdjęcia.
Mijamy Tatarską Górkę i zaczynamy myśleć o szukaniu noclegu...to znaczy Marek szuka, bo ja jadę jak cielę za Markiem, ponieważ to on zna te rejony i ma już swoje stare znajome kępy krzaków ;).

Wreszcie jest! Kępa drzew i krzewów koło Góry Gołdapskiej, teraz lekko zasypana śmieciami przez jakichś ciuli, ale wyboru w tej chwili i tak nie ma.
Zatrzymujemy się i wprowadzamy rowery w chaszcze.

Tego tylko było trzeba miejscowym krwiopijcom - komary tną na potęgę.
W sumie im się nie dziwię, po całej nocy w pociągu, pedałowaniu i pokrywaniu się potem i kurzem stanowimy dla nich znakomity kąsek. Wręcz polewam się sprayem przeciw tym wampirom, ale niespecjalnie to pomaga.
Najlepiej wtedy schronić się w kłębach dymu z papierosa ćmionego przez Marka...no, jego jakoś nie gryzą.
W przeciwieństwie do moich sakw, mój namiot i plandeka na rower dość dobrze wpasowują się w otoczenie, ale przecież sakwy i tak schowam. Marek tymczasem ucina sobie drzemkę jeszcze za dnia...

Wieczorkiem wysączam jeszcze piwko, myjemy się bardzo ekonomicznie wodą nabraną w butelki i czas spać!
Opisy z poszczególnych dni:
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 4. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 5. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 6. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 7. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 8. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 9. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 10 (O S T A T N I). WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Pełna relacja fotograficzna TUTAJ.
Zdjęcia Marka (klik).
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Zaczął się dzień drugi, dochodzi godzina 2:00 w nocy, a my wciąż tłuczemy się w tym archaicznym wagonie PKP i wciąż nie przychodzi sen.
Podejmowane próby zaśnięcia są zupełnie nieudane...jak ja będę rano jechał z tymi klamotami?
Chyba zdrzemnę się na trasie na przedniej sakwie ? ;)
Gdyby to był francuski ekspres TGV to w 2-3 godziny i byłbym na miejscu, a tak trzeba się tłuc 10 godzin.
Wreszcie nastaje ranek i dojeżdżamy.
Giżycko o poranku sprawia, że trzęsę się z niewyspania, ale nie ma co się trząść, tylko czas ruszać naszymi jednośladowymi "czołgami", bo prawie tyle ważą.
Wyjeżdżamy z Giżycka i dojeżdżamy do Kruklanek, gdzie spędzałem kiedyś urlop w zupełnie innym charakterze (samochodzik, pokoik;)).
Tam też fotografuję dorodnego żubra.
Opuszczany "centrum" miejscowości i dojeżdżamy nad jezioro o dość smakowicie brzmiącej nazwie Gołdopiwo ;).
Z miłą chęcią zasiadam na trawie na brzegu, gdzie czekając aż woda na kuchence zagotuje się na poranną kawę, jem i spisuję numery zdjęć wykonanych tego dnia (żeby potem się nie pogubić przy pisaniu relacji).
Po wpompowaniu w żyły kawy jestem przekonany, że będzie jechało mi się dużo lepiej.
Czas ruszać...
Jedziemy jeszcze jakiś czas asfaltem, na chwilę zatrzymujemy się na cmentarzu żołnierzy rosyjskich i pruskich z czasów I wojny światowej, a potem wjeżdżamy szutrówkami w Puszczę Borecką.
Trasa jest naprawdę malownicza.
Tu zielony szlak z Diablej Góry dochodzi do drogi na Czerwony Dwór.
Fotografuję głaz pamiątkowy w Rezerwacie Borki i ruszamy dalej.
W sklepiku na szlaku robimy zakupy (nie pomijając "izotoników" na wieczór;)) i spotykamy starszego pana, sakwiarza jak i my.
Nasze trasy będą się przecinać jeszcze przez kilka dni.
Wreszcie głód daje znać o sobie.
Wyciągamy więc kuchenki i siedząc na kłodzie pitrasimy sobie "Kociołki do syta" niedaleko leśniczówki Dunajki.
Po napychaniu się ruszamy dalej.
Ja jak to ja...nie powiem, żeby jakoś mocno zmartwiła mnie zmiana nawierzchni z gruntowej na taką ;).
Jakakolwiek by ona nie była, widoki są tak niesamowite, że co rusz mam chęć robić zdjęcia.
Mijamy Tatarską Górkę i zaczynamy myśleć o szukaniu noclegu...to znaczy Marek szuka, bo ja jadę jak cielę za Markiem, ponieważ to on zna te rejony i ma już swoje stare znajome kępy krzaków ;).
Wreszcie jest! Kępa drzew i krzewów koło Góry Gołdapskiej, teraz lekko zasypana śmieciami przez jakichś ciuli, ale wyboru w tej chwili i tak nie ma.
Zatrzymujemy się i wprowadzamy rowery w chaszcze.
Tego tylko było trzeba miejscowym krwiopijcom - komary tną na potęgę.
W sumie im się nie dziwię, po całej nocy w pociągu, pedałowaniu i pokrywaniu się potem i kurzem stanowimy dla nich znakomity kąsek. Wręcz polewam się sprayem przeciw tym wampirom, ale niespecjalnie to pomaga.
Najlepiej wtedy schronić się w kłębach dymu z papierosa ćmionego przez Marka...no, jego jakoś nie gryzą.
W przeciwieństwie do moich sakw, mój namiot i plandeka na rower dość dobrze wpasowują się w otoczenie, ale przecież sakwy i tak schowam. Marek tymczasem ucina sobie drzemkę jeszcze za dnia...
Wieczorkiem wysączam jeszcze piwko, myjemy się bardzo ekonomicznie wodą nabraną w butelki i czas spać!
Opisy z poszczególnych dni:
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 4. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 5. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 6. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 7. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 8. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 9. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 10 (O S T A T N I). WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Pełna relacja fotograficzna TUTAJ.
Zdjęcia Marka (klik).
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
67.00 km (35.00 km teren), czas: 04:10 h, avg:16.08 km/h,
prędkość maks: 48.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Czwartek, 24 lipca 2008 | dodano: 24.07.2008Kategoria Szczecin i okolice, Kresy wschodnie 2008, Po Polsce
Trasa: Szczecin - Cmentarz Centralny - działeczka - Szczecin. Razem 7 km.
W zasadzie mógłbym to nazwać dniem ZERO, ale...sakwy zapakowane, więc niech będzie...
Dziś wieczorem zaczyna się moja i Marka "Meaka" (na jego zaproszenie)
WYPRAWA ROWEROWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 24.07.-02.06.2008 !!!
Przyznam, że choć wielokrotnie jeździłem na wyprawy sakwiarskie, to ta ma być zupełnie inna niż do tej pory.
Mało asfaltu, noclegi raczej spontaniczne...
Przede wszystkim dużo dziczy, natury, szutrów i noclegów na dziko - tu jednak muszę dodać, że jako stary asfaltofil i "co-kilka-dni-miłośnik-cywilizacji" wspomniałem o tym Markowi, że mogę się jej okresowo domagać :).

Sakwy spakowane, czas na kolejny krótki odcinek (na dworzec). Zobaczymy, jak nowo nabyty KTM da radę "ścianie wschodniej".
Trasa: Dom - Dworzec PKP. Razem 4 km.
Z domu ruszam na dworzec, gdzie spotykam Marka. Ładujemy się z peronu do wagonu, nawet jest gdzie zapiąć rowery!
Pociąg rusza, a ja wsłuchując się w stukot kół ruszam wraz w nim w nieznane.
Wyciągam notatnik podróżny i podejmuję próbę napisania czegoś...choć nie za bardzo to idzie.

Jest godzina 22:30, jedziemy dalej w tym w pociągu "mknącym" do Giżycka, a dosłownie tuż obok na widoku obok jadą nasze rowery.
Razem z nami jedzie jeszcze jeden sakwiarz, też do Giżycka oraz ...mocarz-gawędziarz, dla którego dystans 3000 km jednym ciągiem rzekomo nie stanowiłby problemu ;).
- Wystarczy jeść i jechać! - mówi.
:))).

Sen nie przychodzi, więc troszkę snuję się po wagonach, tym źle koniecznym dla mnie (nie lubię podróży PKP, ale wyboru nie było).

Starczy już tego, czas teraz podjąć próbę zaśnięcia, bo od samego rana trzeba będzie pedałować...
Opisy z poszczególnych dni:
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 4. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 5. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 6. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 7. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 8. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 9. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 10 (O S T A T N I). WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Pełna relacja fotograficzna TUTAJ.
Zdjęcia Marka (klik).
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W zasadzie mógłbym to nazwać dniem ZERO, ale...sakwy zapakowane, więc niech będzie...
Dziś wieczorem zaczyna się moja i Marka "Meaka" (na jego zaproszenie)
WYPRAWA ROWEROWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 24.07.-02.06.2008 !!!
Przyznam, że choć wielokrotnie jeździłem na wyprawy sakwiarskie, to ta ma być zupełnie inna niż do tej pory.
Mało asfaltu, noclegi raczej spontaniczne...
Przede wszystkim dużo dziczy, natury, szutrów i noclegów na dziko - tu jednak muszę dodać, że jako stary asfaltofil i "co-kilka-dni-miłośnik-cywilizacji" wspomniałem o tym Markowi, że mogę się jej okresowo domagać :).
Sakwy spakowane, czas na kolejny krótki odcinek (na dworzec). Zobaczymy, jak nowo nabyty KTM da radę "ścianie wschodniej".
Trasa: Dom - Dworzec PKP. Razem 4 km.
Z domu ruszam na dworzec, gdzie spotykam Marka. Ładujemy się z peronu do wagonu, nawet jest gdzie zapiąć rowery!
Pociąg rusza, a ja wsłuchując się w stukot kół ruszam wraz w nim w nieznane.
Wyciągam notatnik podróżny i podejmuję próbę napisania czegoś...choć nie za bardzo to idzie.
Jest godzina 22:30, jedziemy dalej w tym w pociągu "mknącym" do Giżycka, a dosłownie tuż obok na widoku obok jadą nasze rowery.
Razem z nami jedzie jeszcze jeden sakwiarz, też do Giżycka oraz ...mocarz-gawędziarz, dla którego dystans 3000 km jednym ciągiem rzekomo nie stanowiłby problemu ;).
- Wystarczy jeść i jechać! - mówi.
:))).
Sen nie przychodzi, więc troszkę snuję się po wagonach, tym źle koniecznym dla mnie (nie lubię podróży PKP, ale wyboru nie było).
Starczy już tego, czas teraz podjąć próbę zaśnięcia, bo od samego rana trzeba będzie pedałować...
Opisy z poszczególnych dni:
Dzień 1. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 2. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 3. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 4. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 5. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 6. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 7. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 8. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 9. WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Dzień 10 (O S T A T N I). WYPRAWA "SUWALSZCZYZNA-MAZURY 2008"
Pełna relacja fotograficzna TUTAJ.
Zdjęcia Marka (klik).
Rower:
Dane wycieczki:
11.00 km (1.00 km teren), czas: 00:30 h, avg:22.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przyprowadziłem rower z garażu do
Środa, 23 lipca 2008 | dodano: 23.07.2008
Przyprowadziłem rower z garażu do domu. Jutro mam jechać na wyprawę rowerową Mazury - Suwalszczyzna - Podlasie 2008...zobaczymy...
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rower:
Dane wycieczki:
1.50 km (0.00 km teren), czas: 00:05 h, avg:18.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Szczecin - Las Arkoński
Sobota, 19 lipca 2008 | dodano: 19.07.2008Kategoria Szczecin i okolice
Trasa: Szczecin - Las Arkoński - Głębokie - Bartoszewo - Sławoszewo - Dobra - Wołczkowo - Głębokie - Szczecin. Razem 50 km.
Poniżej parę fotek testowych z aparatu w mojej nowej komórce. Jak widać są dość marnej jakości, więc zasadniczo nie będą się takie tu pojawiać (no, chyba że zapomnę aparatu normalnego). Z drugiej strony ...jak patrzę na jakość zdjęć wykonanych przez niektórych drogą lustrzanką, to jest całkiem dobrze z tymi moimi zdjęciami z komóreczki :)))

W Bartoszewie.


Na trasie między Sławoszewem a Dobrą.

U tatusia na działce (skarcony komentarzem poniżej poprawiam się - to działka Bożenki :)))
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Poniżej parę fotek testowych z aparatu w mojej nowej komórce. Jak widać są dość marnej jakości, więc zasadniczo nie będą się takie tu pojawiać (no, chyba że zapomnę aparatu normalnego). Z drugiej strony ...jak patrzę na jakość zdjęć wykonanych przez niektórych drogą lustrzanką, to jest całkiem dobrze z tymi moimi zdjęciami z komóreczki :)))

W Bartoszewie.


Na trasie między Sławoszewem a Dobrą.

U tatusia na działce (skarcony komentarzem poniżej poprawiam się - to działka Bożenki :)))
Rower:
Dane wycieczki:
50.00 km (7.00 km teren), czas: 02:10 h, avg:23.08 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Szczecin - Mierzyn
Czwartek, 17 lipca 2008 | dodano: 17.07.2008Kategoria Szczecin i okolice
Trasa: Szczecin - Mierzyn - Szczecin. Razem 15 km.
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rower:
Dane wycieczki:
15.00 km (0.00 km teren), czas: 00:44 h, avg:20.45 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Kręcenie się po Szczecinie
Wtorek, 15 lipca 2008 | dodano: 15.07.2008Kategoria Szczecin i okolice
Trasa: Kręcenie się po Szczecinie - Głębokie - Las Arkoński - Szczecin.
Razem 23 km.
<-------------ZAPRASZAM do lektury wypraw z ubiegłych miesięcy (lub powyżej wg kategorii:)))
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Razem 23 km.
<-------------ZAPRASZAM do lektury wypraw z ubiegłych miesięcy (lub powyżej wg kategorii:)))
Rower:
Dane wycieczki:
23.00 km (7.00 km teren), czas: 01:00 h, avg:23.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Szczecin - Mierzyn
Poniedziałek, 14 lipca 2008 | dodano: 14.07.2008Kategoria Szczecin i okolice
Trasa: Szczecin - Mierzyn - Szczecin. Razem 19 km.
Wyjazd do taty do garażu w celu zamontowania przedniego bagażnika low-rider w ramach przygotowań do dwutygodniowej wyprawy na Suwalszczyznę. Jak tatuś coś zamontuje, to można wieźć na tym nie tylko sakwy, ale ze dwa prosiaki! :)))
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wyjazd do taty do garażu w celu zamontowania przedniego bagażnika low-rider w ramach przygotowań do dwutygodniowej wyprawy na Suwalszczyznę. Jak tatuś coś zamontuje, to można wieźć na tym nie tylko sakwy, ale ze dwa prosiaki! :)))
Rower:
Dane wycieczki:
19.00 km (2.00 km teren), czas: 00:44 h, avg:25.91 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Szczecin - sklep
Wtorek, 8 lipca 2008 | dodano: 08.07.2008
Trasa: Szczecin - sklep rowerowy (nowy łańcuch) - snucie się po Szczecinie - Szczecin (dom). Razem 18 km.
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rower:
Dane wycieczki:
18.00 km (1.00 km teren), czas: 01:00 h, avg:18.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trasa: Kręcenie się po Szczecinie
Niedziela, 6 lipca 2008 | dodano: 06.07.2008Kategoria Szczecin i okolice
Trasa: Kręcenie się po Szczecinie (Pomorzany) - Głębokie - Las Arkoński - Szczecin.

Moja dzielnica (oczywiście przed wojną). (Jeżeli ktoś sobie rości pretensje co do praw autorskich do tych zdjęć - proszę o informację, aczkolwiek jestem przekonany, że ich autor nie żyje od blisko 100 lat :)))

Początek wycieczki. Moja ulica przed wojną. (Jeżeli ktoś sobie rości pretensje co do praw autorskich do tych zdjęć - proszę o informację, aczkolwiek jestem przekonany, że ich autor nie żyje od blisko 100 lat :)))
<-------------Zapraszam do lektury wypraw z czerwca 2008 :)))
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

Moja dzielnica (oczywiście przed wojną). (Jeżeli ktoś sobie rości pretensje co do praw autorskich do tych zdjęć - proszę o informację, aczkolwiek jestem przekonany, że ich autor nie żyje od blisko 100 lat :)))

Początek wycieczki. Moja ulica przed wojną. (Jeżeli ktoś sobie rości pretensje co do praw autorskich do tych zdjęć - proszę o informację, aczkolwiek jestem przekonany, że ich autor nie żyje od blisko 100 lat :)))
<-------------Zapraszam do lektury wypraw z czerwca 2008 :)))
Rower:
Dane wycieczki:
23.00 km (7.00 km teren), czas: 01:00 h, avg:23.00 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
























