- Kategorie:
- Archiwalne wyprawy.5
- Drawieński Park Narodowy.29
- Francja.9
- Holandia 2014.6
- Karkonosze 2008.4
- Kresy wschodnie 2008.10
- Mazury na rowerze teściowej.19
- Mazury-Suwalszczyzna 2014.4
- Mecklemburgische Seenplatte.12
- Po Polsce.54
- Rekordy Misiacza (pow. 200 km).13
- Rowery Europy.15
- Rugia 2011.15
- Rugia od 2010....31
- Spreewald (Kraina Ogórka).4
- Szczecin i okolice.1382
- Szczecińskie Rajdy BS i RS.212
- U przyjaciół ....46
- Wypadziki do Niemiec.323
- Wyprawa na spływ tratwami 2008.4
- Wyprawa Oder-Neisse Radweg 2012.7
- Wyprawy na Wyspę Uznam.12
- Z Basią....230
- Z cyborgami z TC TEAM :))).34
Powrót Kozy z urodzin :)
Poniedziałek, 11 października 2010 | dodano: 11.10.2010Kategoria Szczecin i okolice
Nie to, żebym wracał po imprezie na rowerze do domu :))) Po prostu w piątek pomknąłem poza Szczecin na urodziny na Kozie, zostałem potem zabrany samochodem (Koza została tam w garażu), a dziś pojechałem odebrać mój stary wehikuł, którym przypedałowałem z Mierzyna do Szczecina.
Temperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rower:Koza
Dane wycieczki:
7.43 km (1.50 km teren), czas: 00:28 h, avg:15.92 km/h,
prędkość maks: 29.00 km/hTemperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wreszcie z TC-Cyborgami w Pasewalku - ostra jazda!
Niedziela, 10 października 2010 | dodano: 08.10.2010Kategoria Szczecin i okolice, Wypadziki do Niemiec, Z cyborgami z TC TEAM :)))
Wreszcie się udało wyjechać z maszynami z TC do Niemiec! Ponieważ Jurek wybierał się z rodzinką na godz. 17:00 do cyrku, musieliśmy wyjechać wcześnie rano. Nieco się obawiałem, ponieważ: a) wczoraj byłem na urodzinach i wiadomo, co się z tym wiąże, b) Jurek i Krzysiek to dwa rowerowe cyborgi, które są trudne do zajeżdżenia, bo żywią się śrubami, popijają elektrolitem i dezynfekują się w promieniach X :)))
Ruszyliśmy o godz. 8:10 i skierowaliśmy się na Warzymice, Będargowo i Stobno. Tu nastąpiła mała konsternacja, bo TO JA zacząłem zachowywać się jak cyborg...no, pół-cyborg i dusiłem tempo ok. 30 km/h i niespecjalnie potrzebowałem zmian. Nadal uważam, że to zasługa naturalnego izotonika z wody, miodu i soli, którą nazwałem na cześć tego, który mi pomysł podsunął SHRINK-DRINK. Mam nadzieję, że chłopaki tego nie łykną, bo moje szanse spadną do zera.
Gnając tak minęliśmy Lubieszyn, Dobrą, Buk i zaraz przekroczyliśmy granicę w Blankensee. Tam zrobiliśmy pierwszą przerwę po 25 km i okazało się, że średnia wyszła nam blisko 25 km/h!

Pierwszy postój - Blankensee.© Misiacz
Z Blankensee pognaliśmy do Mewegen, stamtąd do Rothenklempenow, (z krótką przerwą na foto koło Breitenstein).
Pędzę na Shrink-Drinku! (zdjęcie wykonane przez Jurka)

Minęliśmy Koblentz i zatrzymaliśmy się dopiero na konkretniejszą przerwę foto w Krugsdorf, gdzie najpierw skręciliśmy nad jeziorko, a potem pojechaliśmy pod pałac, czyli Schloss Krugsdorf.
Krzysiek w międzyczasie musiał wyjarać cygaro...z czekolady :)))

Nad jeziorem w Krugsdorf.© Misiacz

Przed Pałacem Krugsdorf.© Misiacz

Widok na Pałac Krugsdorf od strony wschodniej.© Misiacz
Po sesji fotograficznej, cały czas dając ostro po pedałach przemknęliśmy przez Friedberg i wpadliśmy do Pasewalku jeszcze przed godziną 11:00! Naprawdę tempo było solidne, średnia wtedy wzrosła do 25,4 km/h!
Tu zaczął szaleć Jurek ze swoim aparatem, a przyznam że jest artystą i potrafi robić niesamowite zdjęcia, które wymagają sporo umiejętności.
Krzysiek i ja, czyli 1,5 cyborga - majstrujemy przy sowieckiej gwiazdeczce :))) (zdjęcie wykonane przez Jurka)

Potem przyszedł czas na cel wyjazdu - doner i chicken kebab w stałym miejscu u Turka na rynku.
Na kebabie (zdjęcie wykonane przez Jurka).

Naprawdę spędziliśmy tam relaksujące pół godzinki i zjedliśmy pyszne żarcie.
Potem rozpoczęła się kolejna Jurkowa sesja foto na rynku, przy kościele i przy baszcie na murach obronnych (a raczej resztce muru).
Tu ja "wlazłem" Jurkowi w obiektyw :))) (zdjęcie wykonane przez Jurka)

Musiałem udokumentować i ja tę foto-sesję!

Jurek z Krzyśkiem szaleją na fotosesji w Pasewalku na rynku.© Misiacz

Wieża w systemie murów obronnych w Pasewalku.© Misiacz
Ruszyliśmy w drogę powrotną tą samą trasą, ale już nie było tak łatwo, bo zerwał się wiatr w pysk i obciążeni kebabem turlaliśmy z początku 22-24 km/h.
Potem już było łatwiej i wróciliśmy do naszej dzisiejszej prędkości 28-30 km/h.
W Rothenklempenow postanowiliśmy zmienić trasę powrotu i skierowaliśmy się na południe do Loecknitz.
W międzyczasie Jurek musiał zrobić to, co robi codziennie, żeby wyjazd był ważny.
Musiał zaliczyć glebę z zapiętym SPD-em :)))

Jurek certyfikuje swój kolejny wyjazd glebą :)))© Misiacz
Za Loecknitz zauważyłem rzecz absolutnie niebywałą, wręcz nie do pomyślenia!
Krzysiek, cyborg najnowszej generacji osłabł i został z tyłu na podjeździe! Normalnie - koniec świata! Okazało się, że zabrał za mało elektrolitu do bidonu:)))
Przed Grambow położył się na ziemi, by spróbować wyzionąć ducha, a ja naprędce skleciłem mu gustowny krzyżyk :)))

(zdjęcie wykonane przez Jurka)
Nie dał się jednak pochować, odzyskał siły i równo ciągnął tak jak zawsze. Przez Schwennenz dojechaliśmy do Bobolina, a stamtąd do Warzymic i Przecławia, skąd przez ul. Cukrową skierowaliśmy się do domów.
Wyjazd był super!!!
P.S. Czułem się na tyle niewyżyty, że szybko się wykąpałem i pojechaliśmy z od razu Basią do lasu na nordic walking, gdzie przeszliśmy 5 km.
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
114.23 km (5.00 km teren), czas: 04:48 h, avg:23.80 km/h,
prędkość maks: 45.10 km/hTemperatura:7.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2583 (kcal)
Na urodziny na Kozie!
Piątek, 8 października 2010 | dodano: 08.10.2010Kategoria Szczecin i okolice
Z braku lepszego rodzaju transportu wybrałem się na imprezę urodzinową do Mierzyna na Kozie, którą zostawiłem potem w garażu, a wróciłem z Basią samochodem.
Temperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rower:Koza
Dane wycieczki:
7.35 km (3.00 km teren), czas: 00:29 h, avg:15.21 km/h,
prędkość maks: 29.00 km/hTemperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wyjazd do Schwennenz w Niemczech.
Czwartek, 7 października 2010 | dodano: 07.10.2010Kategoria Szczecin i okolice, Wypadziki do Niemiec
Po dostarczeniu dziś deski sedesowej rowerem na działkę do taty wróciłem szybko na Kozie do domu, przebrałem się i zmieniłem rower na właściwy. Była godzina 15:40, kiedy ruszyliśmy z tatą w stronę Mierzyna, a następnie Stobna. W sakwach mieliśmy puste buteleczki po niemieckim piwku, które zamierzaliśmy zdać w Schwennenz w Niemczech, zaledwie 1,5 kilometra polną drogą od granicy w tamtejszym sklepiku. Zresztą…to był tylko pretekst do wyjazdu.
Tu widok na drogę w Bobolinie, prowadzącą wprost do rowerowego przejścia granicznego do Schwennenz.

W Schwennenz zdaliśmy puste buteleczki i zamieniliśmy je na pełne. :)))
Tą samą polną dróżką wróciliśmy szybko na granicę i wróciliśmy do domów.
To była druga wycieczka tego samego dnia…a to mój zakup :)))

W sumie wyszło dziś około 41 km na obu rowerkach.
:)))
Temperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 696 (kcal)
Tu widok na drogę w Bobolinie, prowadzącą wprost do rowerowego przejścia granicznego do Schwennenz.

Droga do granicy, przed nami widać Niemcy.© Misiacz
W Schwennenz zdaliśmy puste buteleczki i zamieniliśmy je na pełne. :)))
Tą samą polną dróżką wróciliśmy szybko na granicę i wróciliśmy do domów.
To była druga wycieczka tego samego dnia…a to mój zakup :)))

Zakup ze Schwennenz.© Misiacz
W sumie wyszło dziś około 41 km na obu rowerkach.
:)))
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
34.86 km (5.00 km teren), czas: 02:09 h, avg:16.21 km/h,
prędkość maks: 43.00 km/hTemperatura:13.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 696 (kcal)
Jak się to robi w Wietnamie?
Czwartek, 7 października 2010 | dodano: 07.10.2010Kategoria Szczecin i okolice
Najważniejsze, to do sprawy przewozu deski sedesowej na działkę podejść profesjonalnie!

Istotny jest właściwy rower i odpowiednie, dostosowane do sytuacji mocowanie ładunku. Jak wspominałem, liczą się profesjonalne rozwiązania!

Koza to znakomity środek transportu, a dodatkowo widać na zdjęciu, że jest to przepiękny rower nawiązujący swym stylem do TURPIZMU.
Transport dotarł w jednym kawałku na działkę, gdzie spotkałem się z tatą, który zaproponował, żeby po obiadku wyskoczyć do Niemiec, do Schwennenz tuż przy granicy i wymienić puste butelki po piwie na pełne :)))
W związku z tym z dziś jest kolejny wpis...tylko musiałem w międzyczasie rower zmienić :)
P.S.
Koza jest wręcz stworzona do tego typu sytuacji - tak wykorzystałem ją w GRUDNIU 2009 (przepraszam za jakość zdjęć - z komórki i to starej).

Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

Szkoła wietnamska, cześć 1.© Misiacz
Istotny jest właściwy rower i odpowiednie, dostosowane do sytuacji mocowanie ładunku. Jak wspominałem, liczą się profesjonalne rozwiązania!

Szkoła wietnamska, część 2.© Misiacz
Koza to znakomity środek transportu, a dodatkowo widać na zdjęciu, że jest to przepiękny rower nawiązujący swym stylem do TURPIZMU.
Transport dotarł w jednym kawałku na działkę, gdzie spotkałem się z tatą, który zaproponował, żeby po obiadku wyskoczyć do Niemiec, do Schwennenz tuż przy granicy i wymienić puste butelki po piwie na pełne :)))
W związku z tym z dziś jest kolejny wpis...tylko musiałem w międzyczasie rower zmienić :)
P.S.
Koza jest wręcz stworzona do tego typu sytuacji - tak wykorzystałem ją w GRUDNIU 2009 (przepraszam za jakość zdjęć - z komórki i to starej).

Rower:Koza
Dane wycieczki:
5.42 km (3.00 km teren), czas: 00:20 h, avg:16.26 km/h,
prędkość maks: 34.00 km/hTemperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Na Kozie - praktycznie!
Środa, 6 października 2010 | dodano: 06.10.2010Kategoria Szczecin i okolice
Dziś odkurzyłem moją starą złomiastą, złodziejoodporną Kozę (kto by to chciał ukraść?))) i wyruszyłem załatwiać sprawy w mieście (zakup butów, wizyta u taty, na rynku, baterie, itp.). Nie ruszałem jej od kilku dobrych miesięcy!
Koza jest jak stara Łada, niespecjalna, wolna i niezbyt wygodna oraz dość toporna, ale trudno ją zepsuć :)))

Zdjęcie zrobione dawniej, ale jest tu żeby było widać, co to takiego ta Koza :)))
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Koza jest jak stara Łada, niespecjalna, wolna i niezbyt wygodna oraz dość toporna, ale trudno ją zepsuć :)))
Zdjęcie zrobione dawniej, ale jest tu żeby było widać, co to takiego ta Koza :)))
Rower:Koza
Dane wycieczki:
11.00 km (0.00 km teren), czas: 00:37 h, avg:17.84 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Poranny wypad do Lasu Arkońskiego.
Wtorek, 5 października 2010 | dodano: 05.10.2010Kategoria Szczecin i okolice
Dziś miałem luźny dzień i z rana pojechałem do Parku Kasprowicza.

Bardzo lubię jeździć tymi ścieżkami.

Zaczyna się najbardziej malownicza i kolorowa część jesieni.

Są takie miejsca, które mogę fotografować non-stop i nigdy mi się nie znudzą. Tu dojeżdżam do ul. Miodowej.

Tu minąłem ul. Miodową i dalej zagłębiam się w las, kierując się na Polanę Harcerską, gdzie zaplanowałem pochłonięcie kanapki :)))

Na Polanie Harcerskiej zrobiłem sobie przerwę na kanapkę z chleba, który sam piekę na zakwasie - nie są to żadne gotowe mieszanki, ale czysta żytnia mąka z dodatkiem wody, soli i zakwasu powstającego w sposób naturalny, nie wymiesza tego i nie piecze tego żadna maszyna do chleba. Jest to ręczna robota z gęstego ciasta wg "prababcinych zasad", którego żadna maszyna by nie wyrobiła ze względu na gęstość i lepkość zaczynu. Pieczony w piekarniku. Kto chce przepis, poproszę o sygnał w komentarzach, tam też go wtedy umieszczę.

Serek w środku niestety "przymysłowy", ja tak dalej będziemy kantowani na żywności i truci, to trzeba będzie jeszcze samemu sery robić. :)))
Po posileniu się wróciłem przez Wojska Polskiego, Taczaka i Derdowskiego, gdzie jeszcze pokusiłem się o zrobienie ujęcia jeziorka.
Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 565 (kcal)

Jeziorko Rusałka i rzeźba "Ptaki" Hasiora.© Misiacz
Bardzo lubię jeździć tymi ścieżkami.

Ścieżka w Lasku Arkońskim.© Misiacz
Zaczyna się najbardziej malownicza i kolorowa część jesieni.

Samotne drzewo.© Misiacz
Są takie miejsca, które mogę fotografować non-stop i nigdy mi się nie znudzą. Tu dojeżdżam do ul. Miodowej.

Moja ulubiona ścieżka w Lasku Arkońskim.© Misiacz
Tu minąłem ul. Miodową i dalej zagłębiam się w las, kierując się na Polanę Harcerską, gdzie zaplanowałem pochłonięcie kanapki :)))

Dorga na Polanę Harcerską.© Misiacz
Na Polanie Harcerskiej zrobiłem sobie przerwę na kanapkę z chleba, który sam piekę na zakwasie - nie są to żadne gotowe mieszanki, ale czysta żytnia mąka z dodatkiem wody, soli i zakwasu powstającego w sposób naturalny, nie wymiesza tego i nie piecze tego żadna maszyna do chleba. Jest to ręczna robota z gęstego ciasta wg "prababcinych zasad", którego żadna maszyna by nie wyrobiła ze względu na gęstość i lepkość zaczynu. Pieczony w piekarniku. Kto chce przepis, poproszę o sygnał w komentarzach, tam też go wtedy umieszczę.

Chleb na zakwasie.© Misiacz
Serek w środku niestety "przymysłowy", ja tak dalej będziemy kantowani na żywności i truci, to trzeba będzie jeszcze samemu sery robić. :)))
Po posileniu się wróciłem przez Wojska Polskiego, Taczaka i Derdowskiego, gdzie jeszcze pokusiłem się o zrobienie ujęcia jeziorka.

Jeziorko z wyspeką przy Derdowskiego.© Misiacz
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
27.27 km (10.00 km teren), czas: 01:29 h, avg:18.38 km/h,
prędkość maks: 40.00 km/hTemperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 565 (kcal)
Rowery Greifswaldu (Niemcy)
Poniedziałek, 4 października 2010 | dodano: 04.10.2010Kategoria Wypadziki do Niemiec
W ramach weekendowego wyjazdu na Rugię po drodze zatrzymaliśmy się, by zwiedzić hanzeatyckie miasteczko Greifswald. Niestety, nie był to wyjazd rowerowy, a niedzielny wypad samochodem (do Rugii niemiecką autostradą ze Szczecina dojeżdżamy w 1 godzinę i 40 minut). Kilometrów do BS więc nie będzie, tym niemniej załączam tradycyjnie fotki związane z rowerami, które mnie w jakiś sposób zaciekawiły.
Tu widok roweru służbowego Kapitanatu Portu Greifswald :)))

Kiedy zwiedzaliśmy kościół ewangelicki przy rynku, zastanawialiśmy się, skąd przed nim tyle rowerów - okazało się, że to wierni przyjechali na mszę! Jak widać, nie wszyscy mają potrzebę pokazywania się sąsiadom w swoim samochodzie, jak to widać przed naszymi kościołami.

W trakcie zwiedzania kościołów zauważyłem tam pewną ciekawostkę - wierni uczestniczą w mszy, a dzieci zajmują się sobą w specjalnie dla nich przygotowanych kącikach zabaw w...nawie bocznej kościoła albo tuż pod organami! :))) Zauważyłem to, bo akurat kiedy wchodziłem, to kończyły się nabożeństwa.
Greifswald jest miastem portowym, gdzie obejrzeć można zacumowane, ale wciąż używane zabytkowe żaglowce, a każdy posiada w swoim miejscu na nabrzeżu tabliczkę z opisem.

Sam Greifswald jest również bardzo sympatycznym i malowniczym miastem pełnym studentów (jest to miasto uniwersyteckie, o czym nawet informuje tablica wjazdowa do miejscowości).

Mimo, że wczoraj pokonałem na rowerze uczciwy dystans, to cały czas zwiedzając na piechotę z zazdrością spoglądałem na tych, którzy mogli jechać na rowerach:)))
Temperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Tu widok roweru służbowego Kapitanatu Portu Greifswald :)))

Rower służbowy Kapitanatu Portu w Greifswaldzie :)))© Misiacz
Kiedy zwiedzaliśmy kościół ewangelicki przy rynku, zastanawialiśmy się, skąd przed nim tyle rowerów - okazało się, że to wierni przyjechali na mszę! Jak widać, nie wszyscy mają potrzebę pokazywania się sąsiadom w swoim samochodzie, jak to widać przed naszymi kościołami.

Rowery przed kościołem w Greifswaldzie.© Misiacz
W trakcie zwiedzania kościołów zauważyłem tam pewną ciekawostkę - wierni uczestniczą w mszy, a dzieci zajmują się sobą w specjalnie dla nich przygotowanych kącikach zabaw w...nawie bocznej kościoła albo tuż pod organami! :))) Zauważyłem to, bo akurat kiedy wchodziłem, to kończyły się nabożeństwa.
Greifswald jest miastem portowym, gdzie obejrzeć można zacumowane, ale wciąż używane zabytkowe żaglowce, a każdy posiada w swoim miejscu na nabrzeżu tabliczkę z opisem.

Port i żaglowce w Greifswaldzie.© Misiacz
Sam Greifswald jest również bardzo sympatycznym i malowniczym miastem pełnym studentów (jest to miasto uniwersyteckie, o czym nawet informuje tablica wjazdowa do miejscowości).

Rynek w Greifswaldzie.© Misiacz
Mimo, że wczoraj pokonałem na rowerze uczciwy dystans, to cały czas zwiedzając na piechotę z zazdrością spoglądałem na tych, którzy mogli jechać na rowerach:)))
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Niemcy - dzień sądu dla Misiacza w terenie!
Sobota, 2 października 2010 | dodano: 02.10.2010Kategoria Wypadziki do Niemiec, Szczecin i okolice
Dziś wyjechałem z domu o godzinie 9:00. Trochę późno, ale wczoraj byłem u kolegi na "pępkowym" i profilaktycznie wolałem troszkę odczekać. Po głowie snuł mi się pomysł zrobienia ostatniej samotnej dwusetki w tym roku, ale zupełnie nie pomyślałem o tym, że jest troszkę za późna pora na to. Na początek postanowiłem zaoszczędzić sobie kilkunastu km nudną, ruchliwą i znaną mi trasą do Kołbaskowa. Wsiadłem więc ze swoim rowerkiem w autobus i szybciutko byłem na miejscu.
Kołbaskowo, przed autobusem.

Do przejścia granicznego miałem teraz tą nieciekawą trasą tylko 4 km. W mój lewy bok wiał ostry wiatr ze wschodu, a ja kombinowałem, żeby pojechać na północ - do Schwedt, a potem przez Polskę do Cedynii. Wiatr jednak był tak silny, że po dojechaniu do Neurochlitz zacząłem dumać. Zdecydowany byłem niczym dziewica w trakcie zespołu napięcia przedmiesiączkowego :)))
Rozsądek podpowiedział mi, że te 200 km to najłatwiej będzie zrobić z wiatrem w plecy, więc skręciłem na zachód, na Tantow. Faktycznie, jechało się szybko, 40 km/h wchodziło bez oporów i nie czuło się tego dotkliwego zimna.
W Storkow trochę się pokręciłem i znalazłem drogę rowerową do Penkun (samochodowa była brukowana).
Wyjazd ze Storkow.

Droga rowerowa ze Storkow do Penkun.

Jako, że w Penkun bywałem wielkokrotnie cyknąłem tylko jedną fotkę.
Zamek w Penkun.

W Penkun skręciłem na Prenzlau, gdyż jeszcze na rowerze mnie tam nie było, a samochodem bywałem tam tylko przejazdem.
Widoczek za Penkun.

Droga była bardzo zróżnicowana - długie podjazdy i długie szybkie zjazdy.
Kościół w Schmoelln na trasie Penkun – Prenzlau.

Ta tabliczka wyjaśniła mi, skąd się wzięło takie ukształtowanie terenu.
Szlak epoki lodowcowej.

Poza tym droga była nieciekawa i bardzo ruchliwa, plułem sobie w brodę, że ją wybrałem...no, ale jak się chce zwiedzić Prenzlau, to trzeba jechać!
Wjazd do Prenzlau.


Ulica wjazdowa do centrum Prenzlau.

Miasto jest spore i przed wojną musiało być malownicze. Na szczęście nie wszystko uległo zniszczeniu w czasie walk.
Zabytki Prenzlau.






W Prenzlau spędziłem całkiem sporo czasu...i powoli wywietrzał mi z głowy pomysł na 200 km :)))
Przed fontanną na deptaku w Prenzlau.

Festyn na deptaku.

Mury obronne i baszta w Prenzlau.


Droga nr 109 z Prenzlau do Pasewalku jest drogą główną, w związku z czym jest dość ruchliwa, a odcinek ten ma aż 25 km.
Po 12 km zmieniłem plany i postanowiłem poszukać skrótu do Loecknitz, w związku z tym w Goeritz skręciłem w prawo na Schoenfeld.
Od tego momentu moją przyzwoitą średnią szlag trafił - zaczął się "wmordewind".
Całkiem fajnie się jechało, gdy ...skończył się asfalcik. No to i co Ty na to, "Asfaltowy" Misiaczu"? :)))

"A co mi tam" - pomyślałem i wjechałem polną drogą w las. Jadąc przez las usłyszałem za sobą dwa zatrzymujące się samochody. Wkrótce wiedziałem dlaczego - w poprzek drogi leżało zwalone drzewo. Dla mnie to żaden problem, po prostu przeniosłem rower i ruszyłem dalej. Po chwili błogosławiłem drogę, która jeszcze przed chwilą mi się nie podobała :)
To nie są „kocie łby” – to są „krowie łby””!!!

Telepiąc się i luzując wszystkie posiadane plomby dotarłem do Schoenfeld.
Kościół w Schoenfeld.

Tam zacząłem szukać drogi na Neuenfeld...i to na niezbyt dokładnej mapie...a moja nawigacja ocipiała i za diabła nie chciała się połączyć z satelitą!
Wreszcie się odnalazłem...
Na kładce nad autostradą A20 między Schoenfeld a Neuenfeld.

Cóż...droga za kładką była wykonana z płyt, które jednak były całkiem równo ułożone. Dojechałem do kolejnej malowniczej miejscowości, gdzie nawet psy dupami nie szczekają, bo ich tam chyba nie ma, co ja mówię - tam chyba w ogóle nie było nikogo. W niemieckich wioskach zawsze jest pusto.
Miałem jechać na Zuesedom, kiedy jednak zobaczyłem to coś zwane drogą (2 km), to skręciłem w prawo, na szutrówkę, która na mapie wydawała się fajnym skrótem.
Jadąc nią przypominałem sobie swoją wyprawę na Suwalszczyznę, naprawdę klimaty miałem od teraz podobne!
Droga do Zuesedom.

Po przejechaniu tą drogą 3 km pod górkę ...hm...na drodze stał wiatrak elektrowni wiatrowej...i tyle się najechałem. Drogi dalej nie było.

Musiałem zawrócić i niestety dotelepać się 2 km potwornym brukiem do Zuesedom.
Na szczęście tam już był piękny niemiecki i gładki asfalt.
Kiedy jednak wyjechałem z wioski...
Wesołe jest życie trekkingowca na trasie do Fahrenwalde (3 km) - SCHEISSE!!!

Kiedy minąłem Fahrenwalde zaczęła się wspaniała trasa przez puszczę w okolicach Heidemuehle. Polecam każdemu, komu się tam zechce dotelepać. Jest oznaczona jako szlak turystyczny. Nawet ja, "Asfaltowy Misiacz" byłem zachwycony!


Stary drogowskaz w lesie do Caselow.

KTM na drodze do Caselow.

Za Caselow (gdzie przenosiłem rower przez zamkniętą z powodu robót drogę) nie skorzystałem z zalecanego objazdu, a ruszyłem skrótem do Loecknitz. Skrót tradycyjnie już dzisiaj okazał się lekko wertepiastą gruntówką, którą jednak dojechałem aż do wjazdu do Loecknitz. Teraz byłem już "u siebie" na znanym mi terenie!
Wyjeżdząjąc z Loecknitz sprawdziłem ceny na campingu :)))

Stamtąd znaną mi trasą przez Ramin i Grambow dojechałem do Schwennenz.
Droga polna do granicy nie wydawała mi się już teraz tak straszna jak dawniej:)))
Wiata na przejściu granicznym Schwennenz – Bobolin.

Do domku dojechałem tradycyjnie już przez Stobno, Warzymice i Przecław!
Wspaniała wyprawa...czyżbym lubił czasem po terenie pojeździć? :)))
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
131.65 km (50.00 km teren), czas: 06:27 h, avg:20.41 km/h,
prędkość maks: 52.00 km/hTemperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 2713 (kcal)
Odkryłem nowe przejście do Niemiec! Godne zakończenie września!
Czwartek, 30 września 2010 | dodano: 30.09.2010Kategoria Szczecin i okolice, Wypadziki do Niemiec
Wyjechałem zaraz po pracy, o godzinie 15:00, żeby się kawałek przejechać. Ciągnęło mnie na spokojne i gładkie trasy do Niemiec, choć czasu nie było za dużo, bo do granicy mam ok. 15 km. Postanowiłem dotrzeć tam jak najszybciej, co najpierw wiązało się z jazdą do Przecławia drogą rowerową, ale stamtąd oczywiście już ruchliwą drogą główną prowadzącą do autostrady do Niemiec i do przejścia granicznego w Rosówku. O dziwo, dziś nie trafiłem na żadnego specjalnego idiotę za kierownicą. Jechało się szybko, trzymałem tempo 28-30 km/h. To chyba po zakupie świeżego miodu, który rozrobiłem z wodą do bidonów. :)))
Kiedy przekroczyłem granicę i skręciłem na Rosow, od razu poczułem się spokojniejszy.
Pogoda dziś była znakomita, światło do zdjęć też, więc co rusz cykałem fotki. Tu rowerek stoi przed Rosow, a w tle wiatraki.


Jadę dalej ładną drogą…zbliżam się do Nadrensee…

…i jeszcze taka perspektywa:

W Nadrensee skręciłem w prawo i skierowałem się na Pomellen, by potem ruszyć na Ladenthin. Krótsza trasa jest zamknięta, trwają roboty budowlane, na szczęście i tak nie chciałem nią jechać, bo jest mniej ciekawa.
Na trasie do Pomellen widoczki są znacznie fajniejsze.


W Pomellen skręciłem w lewo na Ladenthin. Ledwie ujechałem kilkadziesiąt metrów, a tam znak „ślepa uliczka” i BAUSTELLE (budowa). To ta sama przebudowa drogi, która ma początek w Nadrensee i ciągnie się aż do skrzyżowania z moją trasą… :(((
Pomyślałem, że rowerem jakoś przejadę i się nie pomyliłem – budowa na skrzyżowaniu zajmowała raptem jakieś 100 m, nie była ogrodzona i była to po prostu ubita droga z tłucznia, na którą zapewne wylany zostanie wkrótce asfalt.
Teraz droga do Ladenthin była tylko moja!!! :)))
Jako, że jest ona niezmiernie malownicza, nie mogłem się powstrzymać od ciągłego robienia zdjęć (tu ograniczę się do wklejenia dwóch)!


Od Ladenthin do Schwennenz ścigałem się z kilkoma ciągnikami, ale jakieś mocne były i mimo, że jechałem 35 km/h to i tak mnie wyprzedziły.
Po dojechaniu do Schwennenz zatrzymałem się i zadałem sobie pytanie:
- Misiacz, jedziesz teraz najkrótszą drogą do granicy w Bobolinie (1,5 km) i prosto do domu, czy masz chęć na więcej, przez Grambow, Neu Grambow i Linken do Lubieszyna??
Misiacz poskrobał się w głowę i odparł:
- No jasne, że jadę dalej!!!
Jak powiedział – tak zrobił!
Po 3 km byłem już w Grambow i kierowałem się na Linken, gdy nagle…
Przy drodze wyrosła wielka tablica BAUSTELLE (budowa) - „ślepa uliczka”. Czy niemieccy drogowcy postanowili zepsuć mi dzisiaj wycieczkę?!!
Postanowiłem zrobić to samo, co w Pomellen – przedrzeć się przez budowę.
Tu jeszcze niedawno była droga z drobnej kostki brukowej:

Po 3 km dojechałem do Neu Grambow, gdzie budowa się skończyła. Dalej do Linken wiodła ta sama szosa z drobnej kosteczki.
Ale, ale…zaraz, zaraz…co to za droga brukowa skręca za wioską w prawo, biegnąc wśród drzew?
Zdaje się, że to jakby w stronę Polski!

Postanowiłem się dotelepać kilkaset metrów tą dróżką wychodząc z założenia, że przed wojną musiała ona łączyć sąsiednie wioski, nim potem została przecięta granicą Polska-Niemcy.
Nie pomyliłem się!

Droga w lewo wiodła do Polski, nie wiedziałem tylko konkretnie dokąd.
Wkrótce dojechałem do wioski, okazało się, że jest to Kościno.
Zapytałem dwóch buzujących się butaprenem chłopaczków (akurat byli pod ręką), jak najlepiej jechać na Szczecin. Wskazali mi drogę i wkrótce byłem już na znanym mi skrzyżowaniu w Dołujach.
Od tej pory trasa była już znajoma, wiodąc przez Stobno, Będargowo i Warzymice do Szczecina.
Pomyślałem, że to będzie najciekawsze zdjęcie na zakończenie trasy:

Wyjechałem o 15:00, a wróciłem do domu o 18:00. Równo 3 godziny jazdy, postojów i fotografowania :)))
Rower:KTM Life Space
Dane wycieczki:
55.55 km (8.00 km teren), czas: 02:35 h, avg:21.50 km/h,
prędkość maks: 42.00 km/hTemperatura:12.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1222 (kcal)
























