MisiaczROWER - MOJA PASJA - BLOG

avatar Misiacz
Szczecin

Informacje

pawel.lyszczyk@gmail.com

button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl

free counters

WESPRZYJ TWÓRCĘ

Jeżeli podobają Ci się moje wpisy, uzyskałeś cenne informacje, zaoszczędziłeś na przewodniku czy na czasie, możesz wesprzeć ich twórcę dobrowolną wpłatą na konto:

34 1140 2004 0000 3302 4854 3189

Odbiorca: Paweł Łyszczyk. Tytuł przelewu: "Darowizna".

MOJE ROWERY

KTM Life Space 35299 km
Prophete Touringstar 200 km
Fińczyk 4707 km
Toffik 155 km
Bobik
ŁUCZNIK 1962 30 km
Rosynant 12280 km
Koza 10630 km

Znajomi

wszyscy znajomi(96)

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Misiacz.bikestats.pl

Wpisy chronologicznie

Polecane linki

Do uzdrowiska Bad Freienwalde.

Sobota, 1 października 2011 | dodano: 02.10.2011Kategoria Szczecin i okolice, Wypadziki do Niemiec, Z Basią...
Nadeszła jesień i w końcu mamy lato :))) !
Tym razem w planach pojawiło się Bad Freienwalde opisane przez Pawła "Sargatha" w niedawnej jego relacji jako bardzo piękne i zabytkowe miasto uzdrowiskowe (pol. hist. Tarnowica, Tarnowsko, Leśnowola). Postanowiliśmy się tam i nie tylko tam wybrać z Basią na spokojny rekonesans :).



Bad Freienwalde jest położone jakieś 80 km na od Szczecina, więc na miejsce rozpoczęcia naszej wycieczki w Oderbergu dostaliśmy się samochodem.
Na szczęście już na samym wjeździe od strony Schwedt znaleźliśmy duży i darmowy parking.

Samo miasteczko Oderberg sprawia wrażenie, jakby było położone gdzieś w górach i taki klimat w nim czuliśmy. Podobało nam się bardzo.
Ruszyliśmy o godzinie 12:12.

Może klimat ten wynika z faktu, że otoczone jest ono dość pokaźnymi wzniesieniami morenowymi.

Fakt położenia miasteczka nad rzeką dodaje mu jeszcze większego uroku.

Pogoda była znakomita, temperatura w ciągu dnia sięgała 26,5 st.C, wszędzie snuło się babie lato, które zbieraliśmy na siebie i na rowery w czasie jazdy, a światło dawało wręcz impresjonistyczne wrażenia.
Jadąc do nieodległego Bad Freienwalde odbiliśmy z drogi głównej na Bralitz, co pozwoliło cieszyć się jazdą wśród lasów i przy symbolicznej ilości samochodów.

Tuż za Schiffmuehle dojechaliśmy do drogi głównej, przy której na szczęście biegnie świetna ścieżka rowerowa.

W międzyczasie rzut oka na nowy nabytek do roweru Basi - sakwa Kellys z dużymi bocznymi kieszeniami, które można rozwinąć w naprawdę pokaźne torby :).

Kiedy wjechaliśmy do Bad Freienwalde, stanęliśmy oczarowani (patrz Basia na zdjęciu;)).
Pierwsze wrażenie i do tego przy takim świetle jest niesamowite.


W pierwszej kolejności wybraliśmy się na zwiedzenie kościoła p.w. św. Mikołaja.


Duże wrażenie robią sklepienia i organy...i w ogóle cały kościół.


Po zwiedzeniu kościoła wstąpiłem na moment do biura informacji turystycznej w poszukiwaniu laminowanej mapy szlaku Odra-Nysa, ale niestety nie było jej w sprzedaży. Zjechaliśmy jeszcze na moment w jedną z uliczek, by po chwili skierować się do centrum.

Jako, że Basia to miłośniczka wszelkiego rodzaju fontann, więc i tym razem nie obyło się bez pamiątkowej fotki.

Fontanna posiada dość specyficzne detale...
Fontanna w Bad Freienwalde. © Misiacz


Próbowałem jakoś uchwycić budynek Hali Koncertowej św. Jerzego, ale słońce świeciło mi w obiektyw prawie z każdego ujęcia i wyszło to jak widać...

Wśród zabytkowej zabudowy natknęliśmy się na całkiem nowoczesną fontannę.
Kolejny pretekst do cyknięcia fotki.

Skręciliśmy w prawo, ostro pod górkę, ponieważ drogowskaz informował o znajdującym się tam domu zdrojowym.

Dom zdrojowy otoczony jest parkiem.

Spod domu zdrojowego pojechaliśmy dalej, kierując się strzałkami na Schloss (zamek). O ile to jest ten właśnie "Schloss", to nie mogłem mu za diabła zrobić zdjęcia, bo słońce wisiało dosłownie nad nim, więc przyszło mi wykonać ujęcie z cienia spod drzewa.

Wjeżdżając do Bad Freienewalde zauważyłem, że mignął mi gdzieś drogowskaz rowerowy na Wriezen, które było następnym etapem naszej wycieczki. Choć nawigacja w telefonie mówiła nam dokąd jechać, my udaliśmy się w przeciwnym kierunku na poszukiwania, jadąc oczywiście przez najpiękniejszą uliczkę w mieście.

Kiedy odnaleźliśmy drogowskaz przy wjeździe do miasta okazało się, że podaje on dokładnie ten sam kierunek, co nawigacja...i przyszło raz jeszcze obejrzeć piękne centrum :).
Jadąc do centrum odbiliśmy na chwilę w lewo, gdzie znajduje się zabytkowy dworzec, tak więc "jazda na darmo" nie okazała się jazdą na darmo :).

Do Wriezen początkowo jechaliśmy szosą, jednak po jakimś czasie zaczęły się pojawiać znaczki roweru umieszczone na słupkach przy drogach rowerowych. Sęk w tym, że były to TYLKO SYMBOLE roweru, natomiast kierunku i miejscowości nie podawały. Większość tego typu dróżek pokonywaliśmy raczej "na misi nos", ale chyba ten "misi nos" to niezły GPS, bo dojechaliśmy do Altwriezen jak planowaliśmy. Po przerwie na kanapki i kawę z termosu w przepięknej alei topolowej, drogą rowerową biegnącą po wale dotarliśmy do Kerstenbruch.

Tam zastanawialiśmy się, czy skrócić trasę i jechać już bezpośrednio na północny-wschód na Zollbruecke nad Odrą (odległy o 6 km), czy też zgodnie z założeniami jechać do Guestebieser Loose i tam przeprawić się promem do Gozdowic, by polską stroną dojechać do Osinowa i tamże wjechać do Hochenwutzen. Wyszło, że spróbujemy z promem, jednak po minięciu Neulewin wyliczyliśmy, że przy takich kombinacjach do Oderbergu dotrzemy już po ciemku i postanowiliśmy dojechać do Hochenwutzen odcinkiem trasy rowerowej "Oder-Neisse Radweg".
Jeśli zaś chodzi o prom...cóż, podjechaliśmy tylko po to, by zrobić mu zdjęcie :).

Widok na Odrę pod Gozdowicami...

Wróciliśmy na szlak i dość żwawo pedałując ruszyliśmy do celu.

Trasa wiedzie koroną wału przeciwpowodziowego.

Dotarliśmy też i do wspomnianego wyżej mostu Zollbruecke. W wyniku zmiany decyzji nadłożyliśmy z 10 km, ale co tam.
Most nadal niszczeje, choć listy intencyjene o jego otwarciu dla ruchu rowerowego wiszą na drutach kolczastych na nim od lat.
Też niszczeją.

W Hochenwutzen coś zakombinowałem z drogą. Nie chciałem jechać do Oderbergu krótszym (9 km), ale mocno wertepiastym odcinkiem zaczynającym się przed Hochensaaten.
Tak pokombinowałem, że wyszło nie 9 km, ale z 15 km :). Trasa powiodła...a raczej Misiacz powiódł...przez Alglietzen. Nie żałowaliśmy, bowiem trasa pięknie wiła się u podnóża morenowych wzniesień. Słońce zniżało się ku horyzontowi i odczuliśmy spadek temperatury.

Tak to sobie jadąc dotarliśmy do Schiffmuehle, gdzie byliśmy już dziś na początku wycieczki. Tą samą piękną trasą wśród lasów dojechaliśmy do Bralitz, gdzie wręcz obowiązkowo musiałem sfotografować gładką niczym lustro taflę jeziora.

Jeszcze tylko 4 km i byliśmy u celu w Oderbergu. Na parkingu przy samochodzie stawiliśmy się około godziny 18:20 i dobrze, bo zapadał zmierzch i ładowanie rowerów na dach po ciemku to żadna atrakcja. Czekała nas jeszcze dobra godzina jazdy do Szczecina. Po drodze nie omieszkaliśmy zatrzymać się w Netto w Oderbergu na drobne zakupy.
Kiedy dotatrliśmy do Szczecina, było już ciemno - na szczęście przed garażem mamy lampę i rozładunek odbył się dość sprawnie.
Wspaniała wycieczka, wspaniałe krajobrazy i piękna słoneczna wczesno-jesienna pogoda! Rower:KTM Life Space Dane wycieczki: 81.62 km (2.00 km teren), czas: 04:32 h, avg:18.00 km/h, prędkość maks: 42.00 km/h
Temperatura:26.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1629 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(11)

Szczecińska Elegancka Masa Krytyczna :)

Piątek, 30 września 2011 | dodano: 30.09.2011Kategoria Szczecin i okolice
Dziś Masa Krytyczna miała mieć formę elegancką, tj. gajerki, marynarki, kiecki itp.
Miało to być uczczenie pamięci dwójki rowerzystów ze Stargardu, którzy zginęli kilkanaście dni temu, kiedy pijany bandyta za kierownicą wjechał w grupę 14 rowerzystów i uciekł. Dobrze, że już go schwytano.
Sporo osób się wyłamało, ale też i sporo się postarało wyglądać bardziej wyjściowo niż zwykle się wygląda na siodełku.

MY NAME IS MISIACZ! Obok Baśka "Rudzielec";)

Paweł "Sargath" i mój znajomy z Pomorzan.

Misiacz...

Elegancko...

Z lewej pan w cylindrze.

Emem i Monter61.

Jakaś pani...


Bronik...

Tunisława i Rowerzystka...

VonZan...

Krzysiek "Monter61" odbiera nagrodę za strój.

;)

Na Placu Odrodzenia.



Asia...

Tunisława i Rowerzystka.



P.S. Od Tunisławy i Rowerzystki dostałem czekoladowego "Grześka" na Dzień Chłopaka, zresztą nie ja jeden. Dzięki :))) ! Rower:KTM Life Space Dane wycieczki: 22.98 km (2.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 509 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(8)

Odbiór roweru Basi z serwisu

Piątek, 30 września 2011 | dodano: 30.09.2011Kategoria Szczecin i okolice
Kurs do MAD BIKE po odbiór roweru Basi, połączony z kursem do apteki.
Na razie rowerek śmiga milutko. :)
Wieczorkiem wybieram się na Elegancką Masę Krytyczną...jak ja dam radę w marynarce jechać?! ;))) Rower:Prophete Touringstar Dane wycieczki: 25.26 km (3.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Rowery trzy...i Krysiorek ;)

Czwartek, 29 września 2011 | dodano: 29.09.2011Kategoria Szczecin i okolice
Trudno w sumie powiedzieć, na jakim rowerze dziś tak naprawdę jeździłem, bo było ich aż trzy.
Najpierw wybrałem się do serwisu MAD BIKE na ul. 26 Kwietnia na rowerze Basi, bo kilka rzeczy w jej rowerku domagało się większej uwagi. Rowerek zostawiłem Piotrkowi do robienia, ale nie wróciłem do domu tramwajem, ale również na rowerze. Jak?
MAD BIKE to jak na razie jedyny serwis rowerowy, gdzie po zostawieniu swojego roweru do przeglądu można dostać na czas naprawy rower zastępczy. To naprawdę bardzo wygodne rozwiązanie, do tej pory znane mi jedynie z serwisów samochodowych.
A to mój rower zastępczy:
Rower zastępczy z serwisu MAD BIKE. © Misiacz

Kiedy jechałem na kolejnym rowerze do domu, zadzwonił do mnie brat, czy mam nie miałbym ochoty przejechać się z nim i z malutkim(ą) Krysiorkem na małą wycieczkę rowerową.
Miałem chęć, więc wsiadłem z kolei na KTM-a i pojechaliśmy tamtędy i owędy do Mierzyna.

Rowerek jak zawsze poprawia Krysi humorek, rośnie z niej porządna "cyklotyczka" :).

:) Rower: Dane wycieczki: 23.91 km (3.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 28.00 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

Rowery Brielle, Holandia.

Wtorek, 27 września 2011 | dodano: 29.09.2011Kategoria Rowery Europy
Jak zawsze, przy okazji kolejnych wyjazdów służbowych wybrałem się na spacer w poszukiwaniu zdjęć miejscowych rowerów.
Tym razem "stacjonowałem" w zabytkowej miejscowości Brielle w Holandii.

Jak wiadomo, Holandia to pod względem infrastruktury raj dla rowerzystów, choć krajobraz jest raczej płaski i monotonny. Za to miasta są piękne.
Rowery przed knajpą...

Jak widać i w Holandii bywają ścieżki z kostki.

Urzędnik w garniturze na rowerze...

Według mnie zdjęcie tego roweru to kwintesencja wyobrażeń o Holandii: rower typowy dla tego kraju (rocznik 1976 swoją drogą) wymalowany w krzaczki marihuany.
Może on powinien zostać godłem tego kraju ;)?
"Holender" we wzorki marihuany o nazwie..."POPAL" ;) © Misiacz

Dopiero po powrocie do domu dostrzegłem nazwę tego roweru: "POPAL" ;))) !!!!
Normalnie jak znalazł dla roweru z krzakami trawki ;) !
Widać ją również na obręczach, więc to naprawdę jest marka tego roweru.

:) Rower: Dane wycieczki: 0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(6)

Do Loecknitz z Basią i Bronikiem.

Sobota, 24 września 2011 | dodano: 25.09.2011Kategoria Szczecin i okolice, Wypadziki do Niemiec, Z Basią...
Tym razem był to zaplanowany wyjazd rowerowy na zakupy do Loecknitz, choć wyszedł w sumie bardzo turystyczny.
Mieliśmy jechać sami z Basią, ale pomyśleliśmy, że jednak fajniej będzie jechać z kimś. Baśka "Rudzielec" pojechała jednak dziś jakąś swoją trasą, "Gadzik" nie wyrobił się i nie mógł z nami jechać, na szczęście dla Piotrka "Bronika" zaplanowane sprzątanie mieszkania okazało się mieć mniejszy priorytet niż rower i słusznie, tak więc około godziny 9:30 ruszyliśmy we trójkę spod Lidla na ul. Mieszka I.
Przejechaliśmy przez Warzymice i Będargowo, gdzie z rowerem Basi zaczęło się dziać coś dziwnego. Łańcuch (a może coś innego?) w czasie pedałowania chrobocze, jakby nagle przestał pasować do zębatek. Przerzutki wyregulowane jednak są prawidłowo, więc nie mam pojęcia co to. Czas chyba na serwis, bowiem sama Basia już przejechała na tym rowerze 2316 km w tym roku (!), a nie wiadomo ile rowerek miał przejechane wcześniej.
Po przekorczeniu granicy koło Schwennenz Basia rzuciła się na przydrożne gruszki, na szczęście udało się ją odciągnąć od drzewa bez użycia siły. ;)

Przejechaliśmy przez Grambow i po dojechaniu do Ramin zrobiliśmy sobie krótki postój na małe co nieco.
Pogoda w ten weekend jak widać była wymarzona!

Do samego Loecknitz jechaliśmy dalej przez Schmagerow i Ploewen. W ramach zakupów na pierwszy ogień poszło "czarne" NETTO, gdzie ogołociłem nieco półki z żółtego sera (8 opakowań, łącznie 3,2 kg). Kupuję zawsze tyle, bo smakuje tak jak ser smakował za dawnych czasów, a kosztuje o połowę tego co u nas.
Żeby nie było za lekko, dorzuciłem 1 kg cukru ;).
Jadąc ku kolejnemu sklepowi, dosiadłem wierzchem lokalnego kocura ;).
Misiacz wierzchem jedzjjee. Nie może być!? Na kocjjje? ;))) © Misiacz

Następnym punktem było "pomarańczowe" Netto, gdzie zakupiłem 2 butelki czerwonego kalifornijskiego "Zinfandela" (nalepka z niedźwiedziem ;))) i 2 butelki różowego prowansalskiego "Cotes de Provence". W Rewe dokupiliśmy jeszcze kolejne dwie butelki francuskiego różowego wina "Grand Verdier", a Piotrek zaopatrzył się tam w piwko "Radeberger". Po podsumowaniu, same tylko zakupy w moich sakwach ważyły około 10 kg :), ale na jakiś czas starczy.
Po zakupach podjechaliśmy nad jezioro Loecknitzer See na popas w wiacie turystycznej.

Słońce przygrzewało mocno, jakby wreszcie pojawiło się lato...szkoda, że jesienią, ale dobrze, że w ogóle się pojawiło.
Pogoda przecudna była i musiałem się przebrać w lżejsze ciuchy.
Loecknitzer See.

Po popasie wracaliśmy ponownie przez Ploewen, ale dalsza trasa była inna, bowiem wracaliśmy koło jeziora Kutzower See.
Jak zwykle zachciało nam się jechać naszą ulubioną drogą wśród brzózek pomiędzy Tangerem a Bismark.

Jest tam tak fantastyczny klimat, że chyba nigdy nam się ta trasa nie znudzi.

W Bismark wjechaliśmy na ścieżkę rowerową, która doprowadziła nas do granicy, skąd przez Dołuje i Mierzyn dojechaliśmy do domu...
Wspaniała przejażdżka! Rower:KTM Life Space Dane wycieczki: 64.85 km (2.00 km teren), czas: 03:44 h, avg:17.37 km/h, prędkość maks: 42.00 km/h
Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1292 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Serwis i popołudniowy Deutschland...

Piątek, 23 września 2011 | dodano: 23.09.2011Kategoria Szczecin i okolice, Szczecińskie Rajdy BS i RS, Wypadziki do Niemiec
Dziś z rana pojechałem do serwisu Cool Bike z kółkiem do poprawki, po zaplataniu szprych i centrowaniu troszeczkę się "układało" i trzeba było to i owo dociągnąć.
Na szczęście w serwisie zrobiono mi to szybko na poczekaniu, a jak dalej będzie koło się sprawować, to się zobaczy. Pewnie się jeszcze troszkę poukłada...
Tymczasem Szczecin nam pięknieje coraz bardziej, inwestycje trwają w wielu miejscach. Kiedy już będę starym, zramolałym i wyliniałym Misiaczem, to dopiero będzie ładnie. Pewnie będzie kupa ścieżek rowerowych. ;)

Za parę dni otwiera się kolejna galeria handlowa, tym razem "Kaskada". Chyba niedługo cały Szczecin będzie jedną wielką galerią handlową, zresztą dzięki UE i nieudolnym i skorumpowanym rządom wszelkich opcji politycznych, niewiele zakładów się już u nas ostało i mamy same galerie już chyba. Niedługo wszyscy będą pracować w galeriach...
Za to architektura jakoś bardziej estetyczna się w tym miejscu dzięki temu zrobiła.
Są jakieś plusy.

U Basi cykloza coraz poważniejsza i dostałem zadanie zakupu sakwy na bagażnik z rozwijanymi bokami, takiej na jednodniowe wypady.
W Cool Bike nie mieli, więc zrobiłem kurs do Cetusa.
W Cetusie nie wiedzieli, co to za typ sakwy, dobre, dobre...;) Pokazałem więc panu taką na swoim bagażniku (u nich kupiona), ale chyba nadal nie było wiadomo, o co chodzi, bo pan wyjął mi sakwy wyprawowe. ;)
Ech...
Pojechałem do Mad Bike na 26 kwietnia. Sakwy Kellys'a będą na mnie czekać we wtorek.
Pogawędziłem chwilę z Piotrkiem i pojechałem do domu.
Wracałem przez Cmentarz Centralny. To nie tylko trzeci co do wielkości cmentarz w Europie, to także ogród dendrologiczny i miejsce, gdzie dzięki działaniom pani kierownik..... (zapomniałem nazwiska) uratowano wiele historycznych pomników nagrobnych z czasów niemieckich. Z uratowanych, często wykopanych spod ziemi pomników utworzono Trakt Historyczny.
To pomnik rodziny Kissling.


Pomnik rodziny Meister.
Pomnik rodziny Meister. © Misiacz


Wróciłem do domu i sądziłem, że mój wyjazd na rower skończy się na skromnych 13 km, jednak wkróce skontaktował się ze mną Jarek "Gadbagienny" i ... znów powędrowałem na rower ;).
Na ulicy Taczaka dogoniliśmy Pawła "Sargatha" wracającego z pracy (nie było to łatwe, bo ta cholera szybka jest;))). Dobrze nam się gadało, chyba za dobrze, bo gadaliśmy i gadaliśmy, a czas szybko leciał i trzeba było się zbierać, żeby zdążyć przed zmrokiem.

Do Głębokiego wymyśliłem dojazd po terenach dawnego poligonu...i po co? Teren owszem, ładny...ale troszkę się zakopywałem w piachu i błotku.
Za Wołczkowem "nowa piasta dobrze sama ciągnęła" 30-35 km/h, faktyczne fajnie się toczy.
Tuż za granicą zatrzymaliśmy się w wiacie pod Blankensee. Chyba zima nadciąga, bo już nie mam oporów do używania kasku, a i gorąca kawa w termosie znalazła miejsce w mojej sakwie. Musiałem naciągnąć poza tym na siebie coś cieplejszego, bo temperatura spadła do 15 stopni i wiał wiatr.

Gawędząc, dojechaliśmy do Bismark. Obawy, że po wejsciu do Unii Niemcy nas skolonizują okazały się nie na miejscu. Jadąc przez Gellin dwójka małych chłopców powiedziała do nas na ulicy "cześć". Wszędzie przed domkami pełno polskich samochodów. Kto tu kogo skolonizował?
Za Gellin jechaliśmy gładziutką betonówką, a niebo wręcz prosiło się o zrobienie mu zdjęcia.

Gadzik się nie prosił, ale też mu zrobiłem fotkę ;).

Za Grenzdorf wjechaliśmy na nową ścieżkę do Grambow, skąd już szosą dotarliśmy do Schwennenz. Tam nadal wszystko rozkopane, paprają się dość długo z drogą do Ladenthin. Chciałem sprawdzić, jak postępują prace, ale skończyło się to na zakopywaniu się w podbudowie drogi i chwilowym prowadzeniu roweru.
Na razie nie polecam tam jeździć bez grubych opon.

Asfalt przed samym Ladenthin już jest wylany, na szosie po stronie niemieckiej do Warnika, nie wiem dlaczego nadal oficjalnie zamkniętej, wymalowano w końcu pasy.
...a potem jeszcze Warnik, Przecław i byłem w domu :). Rower:KTM Life Space Dane wycieczki: 73.57 km (11.00 km teren), czas: 03:36 h, avg:20.44 km/h, prędkość maks: 38.00 km/h
Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1611 (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

NOVATEC NT-802SB 36h

Czwartek, 22 września 2011 | dodano: 22.09.2011Kategoria Szczecin i okolice
Nowa tylna piasta "maszynówka" NOVATEC NT-802SB 26h dotarła dziś po 3 dniach oczekiwania do Cool Bike (kolejny serwis, który testuję) i od razu została założona, więc sama usługa została już wykonana szybciutko.
Piasta chodzi niesamowicie leciutko, w końcu to łożyska maszynowe, jest różnica w porównaniu do zdjętej Shimano Deore na konusach - można poszaleć. ;)
Cała operacja związana była jednak z zaplataniem całego koła na nowo i jego centrowaniem. Po przejechaniu na próbę ok. 2 km okazuje się jednak, że koło bije na boki i centrowanie jest do poprawki, więc czeka mnie kolejny kurs do Cool Bike.
Piasta NOVATEC 802SB 36h © Misiacz

Koszt piasty: 79 zł
Koszt usługi: 35 zł
P.S. Jeżeli ktoś potrzebuje tylną piastę Shimano Deore do trekkinga lub crossa 28", to mogę oddać gratis, trzeba tylko wkręcić nowy "konus" (koszt jakieś 8 zł).
:) Rower:KTM Life Space Dane wycieczki: 2.20 km (1.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(5)

Z konieczności na Kozie i Rosynancie...

Środa, 21 września 2011 | dodano: 21.09.2011Kategoria Szczecin i okolice
Znajomy Piotrek-serwisant z Mad Bike na urlopie, a mnie jakoś przypiliło z wymianą piasty, więc w poniedziałek trafiłem z kołem do kolejnego serwisu polecanego przez znajomego bikera ;).
Tym razem postanowiłem przetestować Cool Bike na Wyszyńskiego, gdzie dziś miałem odebrać tylne koło z nową piastą Novatec'a.
Niestety, nie odebrałem... :(((
Podobno "piasty nie dowieźli" i kółka nadal brak, ale liczę, że obsuwa nie potrwa dłużej niż do piątku, bo w weekend trzeba gdzieś pojeździć.
Na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że piasta jednak jedzie gdzieś z Kazachstanu czy Grenlandii :), zabrałem się za przygotowanie rowerka zapasowego, zabytkowego szosowego "Rosynanta".
Łańcuch wykąpany i przesmarowany, koła napompowane, w razie czego można w sobotę się gdzieś pokulać. Z rozpędu wyczyściłem jeszcze łańcuch w rowerze Basi i w dość konkretnie zapuszczonej "Kozie", którą wyskoczyłem do Lidla "przekręcić łańcuch". Rower:Koza Dane wycieczki: 5.60 km (1.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Kozą tu, Kozą tam...

Wtorek, 20 września 2011 | dodano: 20.09.2011Kategoria Szczecin i okolice
Tylne koło od KTM-a w serwisie, zmieniam piastę na "maszynówkę" Novatec'a i nie ma czym jeździć dalej.
Koza mocno zakurzona, zardzewiała tu i tam, opony lekko zmurszałe, ale nadal się toczy, nie do zajechania...troszkę pokręciłem się po dzielnicy... :) Rower:Koza Dane wycieczki: 4.63 km (2.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura:18.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)