- Kategorie:
- Archiwalne wyprawy.5
- Drawieński Park Narodowy.29
- Francja.9
- Holandia 2014.6
- Karkonosze 2008.4
- Kresy wschodnie 2008.10
- Mazury na rowerze teściowej.19
- Mazury-Suwalszczyzna 2014.4
- Mecklemburgische Seenplatte.12
- Po Polsce.54
- Rekordy Misiacza (pow. 200 km).13
- Rowery Europy.15
- Rugia 2011.15
- Rugia od 2010....31
- Spreewald (Kraina Ogórka).4
- Szczecin i okolice.1382
- Szczecińskie Rajdy BS i RS.212
- U przyjaciół ....46
- Wypadziki do Niemiec.323
- Wyprawa na spływ tratwami 2008.4
- Wyprawa Oder-Neisse Radweg 2012.7
- Wyprawy na Wyspę Uznam.12
- Z Basią....230
- Z cyborgami z TC TEAM :))).34
Wpisy archiwalne w kategorii
Szczecin i okolice
| Dystans całkowity: | 37811.12 km (w terenie 4758.22 km; 12.58%) |
| Czas w ruchu: | 1543:07 |
| Średnia prędkość: | 19.30 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 300.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 705 m |
| Suma kalorii: | 719815 kcal |
| Liczba aktywności: | 1354 |
| Średnio na aktywność: | 27.93 km i 2h 15m |
| Więcej statystyk | |
Hejmo - laboro - hejmo.
Czwartek, 23 lutego 2012 | dodano: 23.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Tradicie, la kompanio kaj disko dorso.
Fine, estas varma, kvankam morna kaj nuboplena.
Kiel la itinero estas rutino, denove priskribi ĝin en alian lingvon.
Iu diveni kion?
Temperatura:9.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Fine, estas varma, kvankam morna kaj nuboplena.
Kiel la itinero estas rutino, denove priskribi ĝin en alian lingvon.
Iu diveni kion?
Rower:Koza
Dane wycieczki:
15.00 km (1.60 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:9.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
"Kitse" tagasi tööle.
Środa, 22 lutego 2012 | dodano: 22.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Pärast eilset päeva üsna põhjaliku lõpuks ma otsustasin minna tagasi täna tööd "Kits" laadimiseks palju energiat imeda alates patareid.
Kevadilm on tõesti tehtud, ja väiksemaid riideid korraga tulemuseks kergem sõita.
Teel pagariäri sain ka kukkel, muutes liinil veidi segamini.
Temperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Kevadilm on tõesti tehtud, ja väiksemaid riideid korraga tulemuseks kergem sõita.
Teel pagariäri sain ka kukkel, muutes liinil veidi segamini.
Rower:Koza
Dane wycieczki:
16.20 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Hа работу. Вчера мне казалось, что скоро наступит весна.
Wtorek, 21 lutego 2012 | dodano: 21.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Сегодня, как обычно, на работу я приехал на велосипеде.
Вчера мне казалось, что скоро наступит весна.
Но у нас по-прежнему зима.
А вот у моих родственников, проживающих за рубежом, на самом деле весна!!! :)))
Смотри ниже:
P.S. Wielu z nas musiało uczyć się w szkole tego języka (ja akurat nie żałuję, zawsze to jeden więcej), więc dla wielu powyższy film (o nadchodzącej wiośnie) przesłany przez mojego zagranicznego wuja będzie zrozumiały, myślę że i innym zrozumienie nie sprawi kłopotu :))).
Po południu kurs (ponownie na "Kozie") do Lidla po koszulkę Silver+ i powrót w celu dokonania od dawna koniecznych porządków w komputerze.
Temperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Вчера мне казалось, что скоро наступит весна.
Но у нас по-прежнему зима.
А вот у моих родственников, проживающих за рубежом, на самом деле весна!!! :)))
Смотри ниже:
P.S. Wielu z nas musiało uczyć się w szkole tego języka (ja akurat nie żałuję, zawsze to jeden więcej), więc dla wielu powyższy film (o nadchodzącej wiośnie) przesłany przez mojego zagranicznego wuja będzie zrozumiały, myślę że i innym zrozumienie nie sprawi kłopotu :))).
Po południu kurs (ponownie na "Kozie") do Lidla po koszulkę Silver+ i powrót w celu dokonania od dawna koniecznych porządków w komputerze.
Rower:Koza
Dane wycieczki:
19.20 km (1.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Z małym sponsoringiem do MAD BIKE.
Poniedziałek, 20 lutego 2012 | dodano: 20.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Dziś wybrałem się (wciąż na "Kozie") do sklepu i serwisu MAD BIKE, przy okazji robiąc małe zakupy do domu i do celów turystycznych (np. bardzo fajny impregnat teflonowy w sprayu do kurtek i do butów w Lidlu).
MAD BIKE wraz ze Stowarzyszeniem ROWEROWY SZCZECIN organizuje wycieczkę z okazji Dnia Kobiet, więc zabawiłem się w mini-sponsora;))), przekazując parę gadżetów rowerowych.
Powrót do domu z postojem na rzekomo najlepsze szaszłyki w Szczecinie koło Turzyna.
Dobre to były, ale chyba nie jakaś specjalna rewelacja?
Temperatura:5.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
MAD BIKE wraz ze Stowarzyszeniem ROWEROWY SZCZECIN organizuje wycieczkę z okazji Dnia Kobiet, więc zabawiłem się w mini-sponsora;))), przekazując parę gadżetów rowerowych.
Powrót do domu z postojem na rzekomo najlepsze szaszłyki w Szczecinie koło Turzyna.
Dobre to były, ale chyba nie jakaś specjalna rewelacja?
Rower:Koza
Dane wycieczki:
12.27 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:5.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Za Tobą choćby w błoto pójdę...
Niedziela, 19 lutego 2012 | dodano: 19.02.2012Kategoria Szczecin i okolice, Szczecińskie Rajdy BS i RS, Z Basią...
Tytuł wziął się stąd, że Basia "Misiaczowa" ogarnięta "kosmicznym leniem" zbiesiła mi się i nie chciała wyściubić nosa z domu. Sprawdzoną metodą ;) przekonałem ją jednak, że gnuśnienie w domu w niedzielę - mimo, że plucha, roztopy, groźba opadów - nie jest najlepszym pomysłem.
Przekonałem ją skutecznie, bo usłyszałem właśnie to:
- Za Tobą choćby w błoto pójdę... ;)))
Wrzuciłem termos z grzańcem w plecak i pomknęliśmy na Głębokie.
Był to kolejny już rajd pieszy rowerzystów z BS i RS (rowerek był wczoraj), który tym razem zorganizował Michał "Ernir" z RS.
O godzinie 10:00 zebraliśmy się na Głębokim, stawił się nawet Krzysiek "Monter" z Łukaszem, jednak na rowerkach, więc choć chcieli się z nami zabrać, to jednak trasa zapowiadana przez "Ernira" mogła to skutecznie uniemożliwić.
Pojawił się jeszcze Krzysiek "Siwobrody", Basia "Misiaczowa", Agnieszka "Megie", Robert "Romal-Sakwiarz" wraz z Grażyną "Grażką"...a nawet Małgosia "Kiwi", która na naszą wyprawę dojechała aż ze Stargardu.

Na razie ruszyliśmy spokojnie dość uczęszczaną, choć po roztopach bardzo błotnistą trasą północnym skrajem jeziora Głębokie.

Na jeziorze powoli topnieje lód, pokryty jest on warstwą wody.
Zawsze jednak znajdą się tacy, którzy próbują na niego wchodzić (nikt z nas).

Na końcu jeziora zatrzymaliśmy się na "coś ciepłego" z termosów.
Szykowała się niezła przeprawa i warto było się solidnie wzmocnić. :)

Agnieszka korzysta z ostatniej rozmowy, nim pogrążymy się w bezbrzeżnej kniei...za górami, za lasami, poza zasięgiem sieci... ;)

Czas dopijać i ruszać, bo wódz tupie niecierpliwie w miejscu ;))).

Za leśniczówką skręciliśmy w las, na drogę z tzw. mniejszą ilością błota, miało nie być po pachy, a tylko po pas ;))).
Hm...jednak z drogi Michał powiódł nas pomiędzy drzewa, gdzie tylko zwierzyna leśna wie, dokąd chodzić.
Takimi "skrótami" jeszcze nie chadzałem :).

To nie koniec!
Doszło do tego, że z rozrzewnieniem zaczęliśmy wspominać te niby straszne, słynne skróty sierżanta "Montera" :)))

Wreszcie z lasu wydostaliśmy się na...drogę ;))).

Do głowy po raz kolejny - jak to przy skrótach - przyszła mi czołówka z filmu "Czterej pancerni i pies"
"Deszcze niespokoooojne...potargaaały sad...a my na tej wojnie, łaaadnych parę lat" :))).
Tak naprawdę, to mimo błota szło nam się znakomicie, humory dopisywały, dowcipy sypały się z lewa i prawa.
Po dojściu do Żółtwi zatrzymaliśmy się pod drzewami na kolejny popas i łyk grzańca, normalnie wygląda to jak fragment kręgu megalitycznego.

Natychmiast zostaliśmy dostrzeżeni przez dwa "megalityczne" koty, grube niczym beczki, które w profesjonalny sposób zabrały się za żebractwo.

Po przerwie dotarliśmy do Bartoszewa, "skrótem" przez las.
Na co komu najprostsza droga. :)))
W tamtejszej knajpie zamówiliśmy małe co-nieco, ja z Basią kawę i sernik, a "Romal" z "Grażką" wzięli coś specjalnego: duże danie, a do tego sałatka z papryki sprzed 100 lat, dobrze dojrzała, subtelnie stęchła i o charakterystycznym smaczku, która wręcz sama rozłaziła się po ustach ;))).
Danie tylko dla prawdziwego konesera ;).
Jak widać, "Romal" nawet "Grażce" jej porcję podżerał ;).

Obiektyw zimny, stąd i zdjęcia z tej knajpy wyszły zaparowane.

Nasza zimna kawa na szczęście była świeża, a ciastko dobre, więc po posileniu się ruszyliśmy lasem w stronę Pilchowa.
Tym razem trasa była tak wygodna i bez niespodzianek, że aż wydawało się to podejrzane ;).
Po dojściu do Pilchowa zostalismy zaproszeni przez "Siwobrodego" na herbatę, ciastka i coś gorzkiego ;).

Powitała nas tam Sara, jego sympatyczna kudłata "psica", która wbrew zapowiedziom gospodarza wcale nie żywi się niedźwiedziną, a jedynie popija wieczorami "Żubrówkę" i robi za "Siwobrodego" wpisy na blogu na Bikestats (tak, tak - teraz wiem, kto mu teksty kleci), za co sam "Siwobrody" od jednych czytelników zbiera pochwały, a od innych joby.
Po poczęstunku zostaliśmy przez "Siwobrodego" i Sarę odprowadzeni aż do Głębokiego i gdy się już żegnaliśmy - lunął deszcz.
Zdążyliśmy w ostatniej chwili!
Świetna wyprawa, podobnie jak przewodnik i towarzystwo.
P.S. Przeszliśmy ok. 16 km.
Pomysł na komiks zaczerpnąłem od Shrinka.
Jak zwykle polecam wpis "Siwobrodego" oraz dostępne już zdjęcia "Romala-Sakwiarza".
Może pojawią się jeszcze zdjęcia innych uczestników?
Temperatura:4.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przekonałem ją skutecznie, bo usłyszałem właśnie to:
- Za Tobą choćby w błoto pójdę... ;)))
Wrzuciłem termos z grzańcem w plecak i pomknęliśmy na Głębokie.
Był to kolejny już rajd pieszy rowerzystów z BS i RS (rowerek był wczoraj), który tym razem zorganizował Michał "Ernir" z RS.
O godzinie 10:00 zebraliśmy się na Głębokim, stawił się nawet Krzysiek "Monter" z Łukaszem, jednak na rowerkach, więc choć chcieli się z nami zabrać, to jednak trasa zapowiadana przez "Ernira" mogła to skutecznie uniemożliwić.
Pojawił się jeszcze Krzysiek "Siwobrody", Basia "Misiaczowa", Agnieszka "Megie", Robert "Romal-Sakwiarz" wraz z Grażyną "Grażką"...a nawet Małgosia "Kiwi", która na naszą wyprawę dojechała aż ze Stargardu.
Na razie ruszyliśmy spokojnie dość uczęszczaną, choć po roztopach bardzo błotnistą trasą północnym skrajem jeziora Głębokie.
Na jeziorze powoli topnieje lód, pokryty jest on warstwą wody.
Zawsze jednak znajdą się tacy, którzy próbują na niego wchodzić (nikt z nas).
Na końcu jeziora zatrzymaliśmy się na "coś ciepłego" z termosów.
Szykowała się niezła przeprawa i warto było się solidnie wzmocnić. :)
Agnieszka korzysta z ostatniej rozmowy, nim pogrążymy się w bezbrzeżnej kniei...za górami, za lasami, poza zasięgiem sieci... ;)
Czas dopijać i ruszać, bo wódz tupie niecierpliwie w miejscu ;))).
Za leśniczówką skręciliśmy w las, na drogę z tzw. mniejszą ilością błota, miało nie być po pachy, a tylko po pas ;))).
Hm...jednak z drogi Michał powiódł nas pomiędzy drzewa, gdzie tylko zwierzyna leśna wie, dokąd chodzić.
Takimi "skrótami" jeszcze nie chadzałem :).
To nie koniec!
Doszło do tego, że z rozrzewnieniem zaczęliśmy wspominać te niby straszne, słynne skróty sierżanta "Montera" :)))
Wreszcie z lasu wydostaliśmy się na...drogę ;))).
Do głowy po raz kolejny - jak to przy skrótach - przyszła mi czołówka z filmu "Czterej pancerni i pies"
"Deszcze niespokoooojne...potargaaały sad...a my na tej wojnie, łaaadnych parę lat" :))).
Tak naprawdę, to mimo błota szło nam się znakomicie, humory dopisywały, dowcipy sypały się z lewa i prawa.
Po dojściu do Żółtwi zatrzymaliśmy się pod drzewami na kolejny popas i łyk grzańca, normalnie wygląda to jak fragment kręgu megalitycznego.
Natychmiast zostaliśmy dostrzeżeni przez dwa "megalityczne" koty, grube niczym beczki, które w profesjonalny sposób zabrały się za żebractwo.
Po przerwie dotarliśmy do Bartoszewa, "skrótem" przez las.
Na co komu najprostsza droga. :)))
W tamtejszej knajpie zamówiliśmy małe co-nieco, ja z Basią kawę i sernik, a "Romal" z "Grażką" wzięli coś specjalnego: duże danie, a do tego sałatka z papryki sprzed 100 lat, dobrze dojrzała, subtelnie stęchła i o charakterystycznym smaczku, która wręcz sama rozłaziła się po ustach ;))).
Danie tylko dla prawdziwego konesera ;).
Jak widać, "Romal" nawet "Grażce" jej porcję podżerał ;).
Obiektyw zimny, stąd i zdjęcia z tej knajpy wyszły zaparowane.
Nasza zimna kawa na szczęście była świeża, a ciastko dobre, więc po posileniu się ruszyliśmy lasem w stronę Pilchowa.
Tym razem trasa była tak wygodna i bez niespodzianek, że aż wydawało się to podejrzane ;).
Po dojściu do Pilchowa zostalismy zaproszeni przez "Siwobrodego" na herbatę, ciastka i coś gorzkiego ;).
Powitała nas tam Sara, jego sympatyczna kudłata "psica", która wbrew zapowiedziom gospodarza wcale nie żywi się niedźwiedziną, a jedynie popija wieczorami "Żubrówkę" i robi za "Siwobrodego" wpisy na blogu na Bikestats (tak, tak - teraz wiem, kto mu teksty kleci), za co sam "Siwobrody" od jednych czytelników zbiera pochwały, a od innych joby.
Po poczęstunku zostaliśmy przez "Siwobrodego" i Sarę odprowadzeni aż do Głębokiego i gdy się już żegnaliśmy - lunął deszcz.
Zdążyliśmy w ostatniej chwili!
Świetna wyprawa, podobnie jak przewodnik i towarzystwo.
P.S. Przeszliśmy ok. 16 km.
Pomysł na komiks zaczerpnąłem od Shrinka.
Jak zwykle polecam wpis "Siwobrodego" oraz dostępne już zdjęcia "Romala-Sakwiarza".
Może pojawią się jeszcze zdjęcia innych uczestników?
Rower:
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:4.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Pod wodzą "Montera" do Dobieszczyna. Powrót w deszczu.
Sobota, 18 lutego 2012 | dodano: 18.02.2012Kategoria Szczecin i okolice, Szczecińskie Rajdy BS i RS
Na dziś Krzysiek "Monter61" ogłosił wycieczkę w okolice Dobieszczyna z krótkim wyskokiem do Niemiec przez Hintersee.
Po raz kolejny wytaszczyłem z piwnicy moją starą "Kozę", na taką pluchę jak znalazł. KTM niech śpi smacznie na razie.
Niestety, z powodu upalnej pogody (+3 st.C) i zapowiadanego deszczu na placu Lotników o 10:00 stawiło się zaledwie 3 rowerzystów.
Gdy było - 7 st.C i zimniej, chętnych zazwyczaj było dużo więcej. Byłem ja, "Monter" i "Jaszek". "Siwobrody" zrezygnował, choć się zapowiadał, że pojedzie.
Jeszcze nim dojechałem na miejsce spotkania, przechodząca dziewczyna zapytała mnie, gdzie może być ul. Kaszubska 4.
Jest to jedna z najdziwaczniejszych ulic jakie znam - składa się z 5 (!) w żaden sposób niepołączonych ze sobą kawałków, poprzedzielanych wieloma ulicami, w tym jedną wielopasmową. Na szczęście numer, którego szukała wpadł mi w oko w momencie dojeżdżania do placu, więc zawróciłem i uratowałem dzieweczkę od kilku kilometrów długiej wędrówki (szła w zupełnie przeciwną stronę;))).

Na wszelki wypadek podjechaliśmy jeszcze pod pomnik "z orłami", bo wiele osób zajeżdża tam już z przyzwyczajenia, gdy wycieczki ogłasza "Monter".
Nie było jednak nikogo, więc ulicą Mickiewicza dojechaliśmy na Krzekowo. Z zapowiadanego deszczu na szczęście na razie nic nie było.
Nie wiem, jak to możliwe, ale wielokrotnie przejeżdżałem koło piekarni na ul. Szerokiej, a nigdy nie zauważyłem tej pompy.

Opłotkami wjechaliśmy na Bezrzecze, skąd dotarliśmy do wjazdu na ścieżkę rowerową od Dobrej do wyjazdu na drogę do Stolca.

Zatarasowana jest przed samochodami niczym na wojnę. Normalnie barykada.
Rowerzysta bez sakw ma problem z przeciśnięciem się, obładowany turysta niespecjalnie da radę przejechać.
Co do samochodu...spokojnie może przejechać po błotku obok barykady.

W Stolcu skierowaliśmy się na popas nad granicznym jeziorem Stolsko (lub Schloss See, jak nazywają je Niemcy).

"Monter" coś wyznawał "Jaszkowi", ale nie dosłyszałem o czym mowa :).

Obok stoi luksusowy "Hotel Raj" :))).

Lód na jeziorze już prawie stopniał.

Część łodzi jest na brzegu, część znalazła się w wodzie, czyżby w wyniku roztopów?


Po długim popasie skierowaliśmy się na Dobieszczyn.
Zrezygnowaliśmy jednak z pierwotnego planu wjazdu do Niemiec i przejazdu lasami ze względu na roztopy i błoto po pachy i skierowaliśmy się na Szczecin.
Przy zjeździe na czarny szlak znajduje się samotny grób leśniczego Gerharda Linde, który stracił życie w roku 1946.
Nie wiem, jak stracił życie, ale przypuszczam, że po wojnie ktoś mu - jako Niemcowi - mógł w tym "pomóc". Jak widać po datach, odszedł w młodym wieku.

Tuż przed Tanowem zaczął lekko siąpić deszcz, ale jeszcze był nieszkodliwy.
Dopiero na Głębokim zaczęło się już robić obrzydliwie. Szaro, buro, chlapa i narastający opad.
Pożegnałem się z chłopakami i zrobiłem sobie mały "hard core" jadąc skrótem koło poligonu i z trudem przedzierając się przez grząskie błoto.
"Koza" jak zwykle dała radę, jej nic nie może chyba zaszkodzić! :)
Temperatura:3.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Po raz kolejny wytaszczyłem z piwnicy moją starą "Kozę", na taką pluchę jak znalazł. KTM niech śpi smacznie na razie.
Niestety, z powodu upalnej pogody (+3 st.C) i zapowiadanego deszczu na placu Lotników o 10:00 stawiło się zaledwie 3 rowerzystów.
Gdy było - 7 st.C i zimniej, chętnych zazwyczaj było dużo więcej. Byłem ja, "Monter" i "Jaszek". "Siwobrody" zrezygnował, choć się zapowiadał, że pojedzie.
Jeszcze nim dojechałem na miejsce spotkania, przechodząca dziewczyna zapytała mnie, gdzie może być ul. Kaszubska 4.
Jest to jedna z najdziwaczniejszych ulic jakie znam - składa się z 5 (!) w żaden sposób niepołączonych ze sobą kawałków, poprzedzielanych wieloma ulicami, w tym jedną wielopasmową. Na szczęście numer, którego szukała wpadł mi w oko w momencie dojeżdżania do placu, więc zawróciłem i uratowałem dzieweczkę od kilku kilometrów długiej wędrówki (szła w zupełnie przeciwną stronę;))).
Na wszelki wypadek podjechaliśmy jeszcze pod pomnik "z orłami", bo wiele osób zajeżdża tam już z przyzwyczajenia, gdy wycieczki ogłasza "Monter".
Nie było jednak nikogo, więc ulicą Mickiewicza dojechaliśmy na Krzekowo. Z zapowiadanego deszczu na szczęście na razie nic nie było.
Nie wiem, jak to możliwe, ale wielokrotnie przejeżdżałem koło piekarni na ul. Szerokiej, a nigdy nie zauważyłem tej pompy.
Opłotkami wjechaliśmy na Bezrzecze, skąd dotarliśmy do wjazdu na ścieżkę rowerową od Dobrej do wyjazdu na drogę do Stolca.
Zatarasowana jest przed samochodami niczym na wojnę. Normalnie barykada.
Rowerzysta bez sakw ma problem z przeciśnięciem się, obładowany turysta niespecjalnie da radę przejechać.
Co do samochodu...spokojnie może przejechać po błotku obok barykady.
W Stolcu skierowaliśmy się na popas nad granicznym jeziorem Stolsko (lub Schloss See, jak nazywają je Niemcy).
"Monter" coś wyznawał "Jaszkowi", ale nie dosłyszałem o czym mowa :).
Obok stoi luksusowy "Hotel Raj" :))).
Lód na jeziorze już prawie stopniał.
Część łodzi jest na brzegu, część znalazła się w wodzie, czyżby w wyniku roztopów?
Po długim popasie skierowaliśmy się na Dobieszczyn.
Zrezygnowaliśmy jednak z pierwotnego planu wjazdu do Niemiec i przejazdu lasami ze względu na roztopy i błoto po pachy i skierowaliśmy się na Szczecin.
Przy zjeździe na czarny szlak znajduje się samotny grób leśniczego Gerharda Linde, który stracił życie w roku 1946.
Nie wiem, jak stracił życie, ale przypuszczam, że po wojnie ktoś mu - jako Niemcowi - mógł w tym "pomóc". Jak widać po datach, odszedł w młodym wieku.

Grób leśniczego Gerharda Lindego w Puszczy Wkrzańskiej.© Misiacz
Tuż przed Tanowem zaczął lekko siąpić deszcz, ale jeszcze był nieszkodliwy.
Dopiero na Głębokim zaczęło się już robić obrzydliwie. Szaro, buro, chlapa i narastający opad.
Pożegnałem się z chłopakami i zrobiłem sobie mały "hard core" jadąc skrótem koło poligonu i z trudem przedzierając się przez grząskie błoto.
"Koza" jak zwykle dała radę, jej nic nie może chyba zaszkodzić! :)
Rower:Koza
Dane wycieczki:
67.00 km (1.00 km teren), czas: 03:09 h, avg:21.27 km/h,
prędkość maks: 37.00 km/hTemperatura:3.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Objazd Szczecina na Kozie.
Piątek, 17 lutego 2012 | dodano: 17.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Najpierw śmigałem (no, tu przesadziłem) na "Kozie" do 12:00, nic nie załatwiłem prawie oprócz zakupów, potem przerwa na kanapki i kurs za odległą Wilczą, gdzie próbowałem załatwić parę spraw, niestety nie do końca się udało.
Roztopy straszne, samochody chlapią wodno-solno-błotnistą breją po pysku, ta sama breja spod kół moczy spodnie aż po kolana.
Nic, tylko jeździć i jeździć :))).
Troszkę kluczyłem :).
:)))
Temperatura:5.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Roztopy straszne, samochody chlapią wodno-solno-błotnistą breją po pysku, ta sama breja spod kół moczy spodnie aż po kolana.
Nic, tylko jeździć i jeździć :))).
Troszkę kluczyłem :).
:)))
Rower:Koza
Dane wycieczki:
31.43 km (1.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:5.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Ohikoa den bezala, lan egiteko, eta itzultzeko.
Czwartek, 16 lutego 2012 | dodano: 16.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Hau da ibilbidea da, beraz, errutina euskaraz deskribatzeko izan dut.
Norbaitek itzuli nahi izanez gero, miretsi da :))).
Arratsaldean ere joan gara erosketak to Lidl.
Bidean, interesgarria Izan ere:
Bizikleta ibilbideak. Elurra. Inork ez du nahi garbitu.
Irtenbidea?
Zeinua zerbait itsasten.
Temperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Norbaitek itzuli nahi izanez gero, miretsi da :))).
Arratsaldean ere joan gara erosketak to Lidl.
Bidean, interesgarria Izan ere:
Bizikleta ibilbideak. Elurra. Inork ez du nahi garbitu.
Irtenbidea?
Zeinua zerbait itsasten.

Szczecińskie rozwiązanie problemu ze śniegiem na drodze dla rowerów.© Misiacz
Rower:Koza
Dane wycieczki:
18.00 km (1.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Si zakonisht, për të punuar dhe mbështetur.
Wtorek, 14 lutego 2012 | dodano: 14.02.2012Kategoria Szczecin i okolice
Kjo është rrugë në mënyrë rutinë që unë kam për të përshkruar atë në gjuhën shqipe.
Nëse dikush dëshiron të shpjegojë atë, e admirojnë atë :))).
Temperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Nëse dikush dëshiron të shpjegojë atë, e admirojnë atë :))).
Rower:Koza
Dane wycieczki:
15.00 km (1.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura:0.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rajd z "Gadzikiem" na Kozie do Mescherin Szlakiem Bielika.
Poniedziałek, 13 lutego 2012 | dodano: 13.02.2012Kategoria Szczecin i okolice, Szczecińskie Rajdy BS i RS, Wypadziki do Niemiec
Dziś wypadł kolejny wolny poniedziałek, więc zaplanowałem wyjazd po zakup nowego termosu.
Kiedy jednak dostałem propozycję od Jarka "Gadzika", aby jechać na rowerkach gdzieś dalej, od razu zapaliło się w mej głowie światełko: "Jest okazja do wycieczki"!
Nie uśmiechał mi jednak się kurs na starej "Kozie" w Góry Bukowe (marne hamulce), więc zrezygnowałem i postanowiłem pojechać na Szlak Bielika.
Ku mojemu (radosnemu) zaskoczeniu, "Gadzikowi" również i ten pomysł się spodobał (jemu wszystko się podoba :))), więc o 11:30 ruszyliśmy w stronę Siadła Dolnego, gdzie zaczyna się szlak.
Wszystkie zdjęcia są autorstwa Jarka, ja je tylko nieco "poprawiłem" w programie Picasa, bo są z komórki robione :). Całość TUTAJ (KLIK).

Było dziś koszmarnie upalnie, temperatura oscylowała koło 0 st.C, ale jakoś dało się jechać. Śnieg jeszcze leżał i błotka nie było.
"Koza" jakoś się toczyła, a ja na niej.
Za wiaduktem zatrzymaliśmy się na kubek gorącej herbaty.

Oczywiście o wjechaniu na najbardziej stromy podjazd tego szlaku na moim wehikule nie było mowy, więc wspólnie podprowadziliśmy rowerki.

Trasa jest dziewicza, zaśnieżona, nietknięta śladem innego roweru!


Po dojechaniu do Moczył nastąpił kolejny postój na herbatkę i podjęcie decyzji, jak jechać dalej.

Padło na jazdę szosą do Kamieńca i Pargowa, a stamtąd do Niemiec, do Mescherin, aby sprawdzić jak przebiegają prace na zamkniętym w tej chwili dla ruchu moście granicznym.

Po drodze jednak potrzebny był kolejny łyczek herbaty.

Tak w ogóle, to "Koza" w swym obecnym kształcie po raz pierwszy przekroczyła granice Polski, więc może świętować :).

No to jak przebiegają prace na zamkniętym w tej chwili dla ruchu moście granicznym?
Nie przebiegają, nie licząc jednej snującej się koparki i jednego snującego się robotnika, chyba wybierał jakiś złom z wykopów (most remontuje pewna polska firma, która zdaje się bardzo ceni sobie oszczędności;)).

Ma to o tyle dobre strony, że ruch samochodowy w tej części Niemiec zamarł, co jest dobre dla nas, rowerzystów.


Bo zjedzeniu kanapek i wypiciu herbaty wróciliśmy do Polski i wjechaliśmy tym razem nie na szosę, ale na kolejną leśną część Szlaku Bielika.

Musiałem uważać na zjazdach, bo wertepy straszne, a i "Koza" ma słabe hamulce.

O tym szlaku można powiedzieć, że pieniądze zostały tu dosłownie wyrzucone w błoto.
Szlak już praktycznie po kilku miesiącach od przekazania do użytkowania nie nadaje się w tej części do normalnej jazdy rowerem, jest rozryty przez dziki i koła pojazdów tubylców, którzy poodsuwali sobie betonowe zapory i na naszych oczach wywożą drewno z lasu, ścinając nawet całe drzewa piłami łańcuchowymi.

Miejscami trasa jest tak rozryta, że nie pozostało nic innego jak prowadzić rowery. Szlak został nieodpowiednio i niedostatecznie utwardzony i skutki są jakie są, a pieniążki za to ktoś wziął. A szkoda, bo trasa jest niesamowicie klimatyczna i malownicza.

Od Moczył już da się jechać w miarę normalnie częścią terenową.

W okolicach Siadła Dolnego natknęliśmy się na kolejny samochód z przyczepką, który widziałem również w sobotę, a zza pagórka dochodził jazgot piły spalinowej.
W sobotę zaś dosłownie tuż przed samym Siadłem inny facet w najlepsze wycinał sobie drzewa w zagłębieniu terenu.
Z Siadła pojechaliśmy wzdłuż Odry do Kurowa, skąd wspięliśmy się na szosę i już asfaltem dojechaliśmy na Pomorzany.

Tu podprowadzałem rower, ale zapozowałem, że niby podjeżdżam :))).

Koła mojej "Kozy" (znów dała radę, a nie wygląda) wyglądały tak:

Wieczorem wyskoczyłem w końcu po ten termos i kupiłem.
Różowy...innych nie było.
Temperatura:-0.4 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1094 (kcal)
Kiedy jednak dostałem propozycję od Jarka "Gadzika", aby jechać na rowerkach gdzieś dalej, od razu zapaliło się w mej głowie światełko: "Jest okazja do wycieczki"!
Nie uśmiechał mi jednak się kurs na starej "Kozie" w Góry Bukowe (marne hamulce), więc zrezygnowałem i postanowiłem pojechać na Szlak Bielika.
Ku mojemu (radosnemu) zaskoczeniu, "Gadzikowi" również i ten pomysł się spodobał (jemu wszystko się podoba :))), więc o 11:30 ruszyliśmy w stronę Siadła Dolnego, gdzie zaczyna się szlak.
Wszystkie zdjęcia są autorstwa Jarka, ja je tylko nieco "poprawiłem" w programie Picasa, bo są z komórki robione :). Całość TUTAJ (KLIK).
Było dziś koszmarnie upalnie, temperatura oscylowała koło 0 st.C, ale jakoś dało się jechać. Śnieg jeszcze leżał i błotka nie było.
"Koza" jakoś się toczyła, a ja na niej.
Za wiaduktem zatrzymaliśmy się na kubek gorącej herbaty.
Oczywiście o wjechaniu na najbardziej stromy podjazd tego szlaku na moim wehikule nie było mowy, więc wspólnie podprowadziliśmy rowerki.
Trasa jest dziewicza, zaśnieżona, nietknięta śladem innego roweru!
Po dojechaniu do Moczył nastąpił kolejny postój na herbatkę i podjęcie decyzji, jak jechać dalej.
Padło na jazdę szosą do Kamieńca i Pargowa, a stamtąd do Niemiec, do Mescherin, aby sprawdzić jak przebiegają prace na zamkniętym w tej chwili dla ruchu moście granicznym.
Po drodze jednak potrzebny był kolejny łyczek herbaty.
Tak w ogóle, to "Koza" w swym obecnym kształcie po raz pierwszy przekroczyła granice Polski, więc może świętować :).
No to jak przebiegają prace na zamkniętym w tej chwili dla ruchu moście granicznym?
Nie przebiegają, nie licząc jednej snującej się koparki i jednego snującego się robotnika, chyba wybierał jakiś złom z wykopów (most remontuje pewna polska firma, która zdaje się bardzo ceni sobie oszczędności;)).
Ma to o tyle dobre strony, że ruch samochodowy w tej części Niemiec zamarł, co jest dobre dla nas, rowerzystów.
Bo zjedzeniu kanapek i wypiciu herbaty wróciliśmy do Polski i wjechaliśmy tym razem nie na szosę, ale na kolejną leśną część Szlaku Bielika.
Musiałem uważać na zjazdach, bo wertepy straszne, a i "Koza" ma słabe hamulce.
O tym szlaku można powiedzieć, że pieniądze zostały tu dosłownie wyrzucone w błoto.
Szlak już praktycznie po kilku miesiącach od przekazania do użytkowania nie nadaje się w tej części do normalnej jazdy rowerem, jest rozryty przez dziki i koła pojazdów tubylców, którzy poodsuwali sobie betonowe zapory i na naszych oczach wywożą drewno z lasu, ścinając nawet całe drzewa piłami łańcuchowymi.
Miejscami trasa jest tak rozryta, że nie pozostało nic innego jak prowadzić rowery. Szlak został nieodpowiednio i niedostatecznie utwardzony i skutki są jakie są, a pieniążki za to ktoś wziął. A szkoda, bo trasa jest niesamowicie klimatyczna i malownicza.
Od Moczył już da się jechać w miarę normalnie częścią terenową.
W okolicach Siadła Dolnego natknęliśmy się na kolejny samochód z przyczepką, który widziałem również w sobotę, a zza pagórka dochodził jazgot piły spalinowej.
W sobotę zaś dosłownie tuż przed samym Siadłem inny facet w najlepsze wycinał sobie drzewa w zagłębieniu terenu.
Z Siadła pojechaliśmy wzdłuż Odry do Kurowa, skąd wspięliśmy się na szosę i już asfaltem dojechaliśmy na Pomorzany.
Tu podprowadzałem rower, ale zapozowałem, że niby podjeżdżam :))).
Koła mojej "Kozy" (znów dała radę, a nie wygląda) wyglądały tak:
Wieczorem wyskoczyłem w końcu po ten termos i kupiłem.
Różowy...innych nie było.
Rower:Koza
Dane wycieczki:
49.20 km (21.00 km teren), czas: 03:21 h, avg:14.69 km/h,
prędkość maks: 36.50 km/hTemperatura:-0.4 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: 1094 (kcal)
























